Cybex Sirona – Przewożenie ma znaczenie…

IMG_2754Dziś chciałabym z Wami porozmawiać o temacie dla mnie niezwykle ważnym, a mianowicie o bezpieczeństwie przewożenia naszych dzieci w samochodach. Zacznijmy od tego, że nie będę Wam mówiła o milionach testów, o szczegółach i niuansach miedzy poszczególnymi markami. Uznajmy, że sam fakt przewożenia dziecka w foteliku jest najważniejszy. Niestety wiele osób dalej bagatelizuje temat i swoje dzieci przewozi w sposób niewłaściwy, lub w ogóle bez zachowania podstawowych zasad bezpieczeństwa. Ludzie, pamiętajmy o tym, że pasy są po to, aby były zapięte i tak! powinny być naciągnięte! Rynek fotelików samochodowych jest tak duży, tak zróżnicowany, że każdy znajdzie coś dla swojego Malucha. Ja chciałabym Wam opowiedzieć o wyższości przewożenia dziecka tyłem do kierunku jazdy, z punktu widzenia matki nie specjalisty. I jeżeli choć jedną osobę nieprzekonaną przekonam, będzie to mój wielki sukces.

Może zacznijmy od twardych faktów, a więc dwa krótkie filmy na temat. Zerknijcie proszę koniecznie na oba…

Kilka dni temu, kiedy pokazałam na swoim instagramie nowy fotelik Antka Cybex Sirona rozgorzała dyskusja. Wiele pytań o sam fotelik, ale i wiele obaw związanych z takim sposobem przewożenia dzieci. Najczęściej pojawiały się zdania i zarzuty,  że przecież jak to tak tyłem, że to nic nie widać, że nuda, że rozwijający się młody człowiek bodźców potrzebuje, no i najczęściej, że będzie płacz. Kochani moi, maluchy które od początku jeżdżą w takiej pozycji będą zachwycone bo nareszcie będą siedziały wyżej, a co za tym idzie będą widziały więcej świata. Nuda, taka sama jak jadąc przodem, no umówmy się, i tak po 15/20 minutach jazdy większość zasypia. 🙂 Bodźców nie musimy szukać koniecznie podczas jazdy samochodem więc i ten argument uznajmy za nie do końca na miejscu, jeżeli mówimy o życiu naszego dziecka. Płacz, no ok, moje nie płaczą oczywiście jeżeli jest im wygodnie, ciepło, sucho są najedzeni i Antonio dodatkowo jest zaopatrzony w smoka. Z płaczem nie będę dyskutować bo nie znam tematu, a domyślam się jak może być „upierdliwy” (można tak na blogu? czy to brzydko? ) Jednak i dla Was, mamy z traumą podróży, jest rozwiązanie. Sirona ma tę genialną możliwość przewożenia dzieci i tyłem i przodem do kierunku jazdy. Specjalny adapter montowany przed dzieckiem idealnie zabezpiecza podczas uderzenia opierając ciężar ciała dziecka na adapterze, a nie cienkich pasach. Opcja ta jest od 9 kg , Antek jest jeszcze ciut za mały, ale zdjęcia producenta zobrazują Wam na czym ta funkcja polega i jak jest wygodna przy starszych dzieciach. Dajmy zatem szanse Waszym maluchom i zastanówcie się nad właśnie takim rozwiązaniem. Jak się nie uda, trudno będą jeździły przodem, ale może okazać się, że to wcale nie chodziło o kierunek, a przestawiane były tak rozproszone, że zapominały co im tak przeszkadzało. Tego Wam życzę.

IMG_2743

IMG_2772

Usłyszałam też opinie, żeby nie dać się zwariować, że przecież wszystkie foteliki są dobre. Zgadzam się, choć nie do końca. (Ściskam Cię bardzo w tym miejscu S. 🙂 )  Bo o ile foteliki są dobre, kiedy są w ogóle używane, to już sposób przewożenia zaczyna mieć kolosalne znaczenie. Ciekawa jestem, za ile lat tylko ten sposób przewożenia dzieci będzie jedynym właściwym. Nie dajmy się zwariować… Tego zdania pewnie użyła niejedna z naszych mam, kiedy wprowadzano foteliki samochodowe. Przecież kiedyś fotelików nie było, sama byłam przewożona bez żadnych zabezpieczeń, bawiąc się z bratem za przednimi siedzeniami. Tak więc powtórzę „nie dajmy się zwariować”, ale zastanówmy się czy faktycznie nie ma w tym trochę racji.

Nie zależy mi na tym moi Drodzy, żeby teraz każdy logował się na znanym portalu do spraw sprzedaży 🙂 i w gorączce poszukiwał nowego fotelika. Bardziej chciałabym, żebyście przy następnym tego typu zakupie przypomnieli sobie ten post i wybrali świadomie. Decydując się na właściwe dla Was rozwiązanie znając cały wachlarz możliwości.

IMG_2778

IMG_2781

Dobra, a teraz zmierzając do końca to czym się matka polka dwójki jara najbardziej. Retyyyy jak z tym fotelem jest fajnie, rety o ile łatwiej. Fotelik jak widzicie obraca się co pozwala na bezproblemowe wkładanie i wyciąganie dziecięcia. Nie wiem jak Wy, ale ja zawsze miałam z tym problem, zwłaszcza z trzylatkiem nieopodal i wypakowaną po brzegi torbą na ramieniu. Osoby które często podróżują mogą zachwycić się tą opcją w czasie karmienia Maluszka. Możemy dziecko spokojnie obrócić, nie będzie miało gdzie uciec z buziakiem haaaaa :). Oczywiście tylko w czasie postoju, karmienie dziecka w czasie jazdy jest zabronione. Wszelkie inne standardy jak funkcja spania, iso-fix w tego typu fotelikach to już chyba norma.

Na zakończenie gorąco zachęcam, aby zakup fotelika odbywał się zawsze z dzieckiem. Maluszki mają swoje upodobania 🙂 Jedne fotele są bardziej inne mniej głębokie jedne bardziej siedzące inne w pozycji półleżącej. Warto też poszukać sklepu, w którym można przymierzyć fotelik do samochodu. Kochani dbamy o wszystko, wycieramy nosy, zakładamy ciepłe skarpety, uczymy i rozwijamy. Przewoźmy nasze dzieci w sposób prawidłowy, bezpieczny, z zawsze zaciągniętymi pasami.

IMG_2763

IMG_2720

IMG_2751

IMG_2749

IMG_2728

IMG_2722

IMG_2739

IMG_2741

IMG_2926

IMG_2809

IMG_2801

 

Please follow and like us:

Obuwniczy Chuliganów

image (3)Wiele z Was dopytuje mnie o obuwie jesienno-zimowe chłopaków. Wiele pytań o pierwsze buty dla Antka, dużo też o fajne buty dla starszych dzieci. Zastanawiacie się jak połączyć solidność i wygląd buta. Postanowiłam przedstawić Wam kilka moich propozycji dla malucha i starszaka z różnych półek cenowych. Z różnych półek jakościowych. Tak, aby każdy znalazł coś dla siebie (patrz swojego chuligana). Znajdziecie tu buty ładne, solidne i praktyczne. Mam nadzieję, że kilka z Was znajdzie tu odpowiedź na pytanie „jakie buty?”.

Buty dla Malucha

1.4image

  1. Jedne z bardziej popularnych bucików do nauki chodzenia Gucio Shoes znajdziecie tu.
  2. Zara dla najmłodszych. Nie wiem czy to dobra propozycja do nauki chodzenia, ale przyznajcie są wyjątkowo urocze.
  3. To bardzo popularne w naszym kraju buty, Emel roczki. Idealne do nauki chodzenia. Sensowna cena i masa wzorów do wyboru. Tu.
  4. j.w.
  5. Zara. Miałam kiedyś podobne trampki ocieplane dla Kubiszona. Wyjątkowo ciepłe i miękkie. Godne uwagi zwłaszcza dla nie chodzących maluszków.
  6. Przepiękne buty marki Pepe . Produkowane do numeru 25 idealne do nauki chodzenia.

image

 

Alternatywa dla tych najbardziej popularnych roczków.

1. i 2. Propozycje marki Clarks dla najmłodszych.
3. i 4. To pierwsze buciki od Geox.
5. i 6. Coś od Ecco.

To nasz wybór Angulus, jedne z najlepszych pierwszych butów jakie znam. 

first-steps-lined-shoes-navy-blue (1)

Z myślą o starszakach.

1.6image

  1. Veja Shoes. Kuba cały czas chodzi w trampkach tej marki i o ile wydają mi się dość toporne on jest zachwycony i co rano wybiera właśnie te do przedszkola.
  2. Propozycja ecco. Dość klasyczny krój jak na ecco. Stonowane kolory i jakość, która idzie za marką gwarantują wygodę jesienią.
  3. Buty Geox wyjątkowo mi się podobają. Wyglądają na bardzo solidne i wygodne.
  4. Propozycja marki Merrell. Zwróciłam uwagę na tę markę, bo to zdecydowanie buty dla wytrawnych wędrowców i tych, których dzieci testują obuwie na milion sposobów. Łączy w sobie komfortowe obuwie miejskie z technologia, która nie zawiedzie podczas leśnych, nadmorskich, górskich przygód. Cała oferta marki tu.
  5. Przepiękne buty marki PEPE w wydaniu dla starszych. Chyba pomyślę o tej marce na wiosnę 🙂 W polsce niestety niedostępne, znajdziecie je tu.
  6. 10is. Kolejna propozycja marki, którą wybraliśmy. Niektóre modele dostępne tu.
  7. I jeszcze coś bardziej klasycznego dla starszych gentelmenów. Buty od START RITE.

I tu zerknijcie co w tym roku wybrałam dla Kuby. 10IS

romo-wax-velcro-mid-trainers-camel

Na szał w kałuży.

Kalosze przydają nam się przez cały rok. Muszą zatem być wygodne. Nasz wybór to Huntery, ale te z pozycji nr. 1 na płaskiej podeszwie.

image (2)

 

  1. Hunter nasze ulubione, niezwykle miękkie Kuba traktuje jak kapcie 🙂 co tylko potwierdza jak bardzo są wygodne.
  2. Tretorn. Bardzo popularna marka na rynku, mnie odpowiada ich prostota.
  3. Bisgaard. Mnie urzekły, czekają już na Antka. Podejrzewam, że skorzystamy wczesną wiosną.
  4. Crocs. To chyba najlżejsze kalosze na świecie, a to w wielu przypadkach nieopisany atut.
  5. Hunter. Te, są stylizowane na dorosłe,  nam niestety nie przypadły do gustu. Nie polecam dla dzieci 0-3. Zwyczajnie obcas utrudnia chodzenie.
  6. Cayole. Bardzo przyjemna marka dla Maluszków które lubią więcej koloru. Dodatkowo prosty krój sprawi, że będą wygodne w użytkowaniu i zapewne wiele z Was wróci po nie w kolejnym sezonie.
  7. HAHA Czadowe Melissa. No zdecydowanie propozycja dla dziewczyn. Jak pojawi się kiedyś u nas chuliganka, właśnie takie będzie miała. 🙂

Zerknijmy na zimę.

Dla mnie od kilku sezonów wybory są dwa. Wysokie buty z gore-tex na śnieg, chlapę, niepogodę i ekstremalne warunki oraz buty Emu ciepłe, wygodne idealne na spacery, do samochodu, na zakupy. 1.5image

 

  1. W tym roku marka Merrell to idealny but na ekstremalne warunki, ale jak widać w bardzo wygodnej smukłej formie. Ten model bardzo dobrze łączy w sobie to o czym pisałam na początku kategorii. I gdybym w tym sezonie miała decydować się na jedne buty, byłyby to właśnie te. Kupicie je tu.
  2. Śniegowce Ecco buty solidne, spełniające wszystkie swoje funkcje idealnie. Mały Kubiś radził sobie w nich bardzo dobrze.
  3. Śniegowce Geox. Fajna alternatywa, góra wydaje się być bardziej miękka i wygodna niż w innych tego typu butach.
  4. Emu. Dokładnie takie Kuba nosił cały ubiegły sezon, a że zimy prawie nie było to właśnie był jego podstawowy obów 🙂
  5. Coś dla takich tyci tyci 🙂 Skarpeta zimą nie styka, nie oszukujmy się 🙂 Propozycja UGG zachwyci Was. Kupicie tu.
  6. W tym roku bardzo chcę spróbować największą konkurencję Emu czyli własnie UGG. Zobaczymy czy się uda.
  7. Emu klasyczne. Zawsze na mojej top liście. Znajdziecie np. tu
  8. Ruber Duck Shoes. Oldschool wraca na salony :). do zobaczenia np. tu.

I jak mamy to? 🙂 Liczę, że choć trochę pomogłam w dokonaniu wyboru.

Please follow and like us:

jesienny niezbędnik

IMG_2144Cały ostatni weekend przesiedzieliśmy w domu… Wściekła byłam. Zła, że nic nie zaplanowaliśmy i tak zamiast coś zrobić chodziłam i burczałam. Czepiałam się wszystkiego zła sama na siebie. Macie tak czasem? Postanowiłam więc, że tu stworzę jesienno-zimowy zbiór atrakcji dla całej rodziny. Będę rozwijać poszczególne kategorie z biegiem czasu, żeby podać Wam i samej sobie konkretne pomysły. Proszę Was o pomoc i wsparcie w temacie, każdy pomysł na wagę złota.

Zaczynamy…

1. Kino, pierwsza wizyta w kinie z dziećmi ciągle przed nami. Jakoś nigdy nie miałam odwagi z pędzącym Kubiszonem zawitać do tego miejsca. Teraz kiedy zaczyna być bardziej pokorny dla społeczeństwa zbiorę się na odwagę.

2. Basen, takie proste, a zawsze mam problem z tym pomysłem. Z lenistwa, tak muszę się tu przyznać jestem leniem. Jak zaczynam w myślach przygotowywać torbę na basen ten pomysł odkładam zawsze na za tydzień. Przestanę się lenić dla siebie dla rodziny 🙂

3. Wycieczka nie piesza, to można zaplanować zawsze tylko chwilę wcześniej. Nie ważne czy pada czy nie. Obiecuję sobie odwiedzić Toruń i to niebawem. Wy macie jakieś fajne sąsiadujące miejscowości? Zabawa przednia zawsze, bo razem.

4. Park naukowo-technologiczny. Uwielbiam, to taki duży mądry plac zabaw. 🙂 Byliśmy w ubiegłym roku, będziemy i w tym. Każdego roku będzie odkrywany na nowo.

5. Kinderbal, zaprosić maluchy i już. Zabawa murowana, czas zapełniony dzieci uśmiechnięte.

6. Teatr Małego Widza, cieszy mnie niezwykle pierwsza wizyta w tym miejscu.

7. Zabawy w domu. Plastyczne, kreatywne, kulinarne, najbardziej banalne. Pamiętajmy, że nawet robienie ciasta może być wielką przygodą. Oooo macie jakiś banalnie prosty przepis na ciasto, ciastka? kto poratuje?

8. Spacery, ale nie takie zwykłe. Spacer może być niezwykłą przygodą o ile tylko chwilę o tym pomyślimy. Zabawa w nazywanie dźwięków otaczającego nas świata. Zbieranie jesiennych atrybutów, skakanie w kałuży, zabawa w podchody może odczarować najgorszą aurę.

9. Obiad poza domem. W większości miejscowości można już znaleźć restauracje przyjazne dzieciom. Watro skorzystać, to niby takie proste, ale u nas np. długo zajęło zanim zdecydowaliśmy się zabrać biegającego Kubę w takie miejsce. Obawialiśmy się oczu skupionych na sobie..Nawet nie wiedziałam, że istnieją restauracje z miejscem dla dzieci i nianią. Teraz wychodzimy bardzo często i dwójka nam nie przeszkadza 🙂

10. Zajęcia dodatkowe dla maluszków . Kiedyś uczęszczałam z Kubą na takie, kto wie może teraz pod nieobecność brata ruszę z Antoniuszem 🙂

11. Zamknięty plac zabaw, nie będę ukrywała nie jestem specjalną fanką tego rozwiązania. Jest często zbiorowiskiem wszelkiego chorobowego paskudztwa, ale to też raj dla naszych dzieci. Miliony możliwości zabawy, masa dzieci. Będziemy spędzać tam czas wtedy, kiedy pogoda nie pozwoli na aktywną zabawę.

No to dobry początek już mamy, teraz Wasza kolej poniżej! 🙂

Poszukiwałam dziś jesieni na spacerze, wyszło mi?

IMG_2137

IMG_2138

IMG_2141

IMG_2149

IMG_2139

IMG_2150

IMG_2143

Please follow and like us:

koniec lata… łaj oł łaj???

Wakacje… czas sielanki, brązowej wody w wannie po kąpieli dzieci. Czas, kiedy pora dnia nie ma znaczenia bo przecież ciemno robi się na 4 godziny :). Czas beztroski, obijania kolan, czas kiedy nie potrafimy zliczyć ilości podróży tych małych i dużych. Czas nabierania wiatru w żagle. Czas kiedy zasady schodzą na dalszy plan. I co z tego, że chodzisz do pracy, dobrze wiesz że w wakacje jest lepiej. Mniejsze korki na drogach, więcej dobrego jedzenia na ulicach, więcej możliwości spędzania czasu poza domem.

I nagle przychodzi on 1.09, i co? Wszystko się kończy, rozpacz w oczach, gorzkie żale, płacz. Uświadamiasz sobie, że za mało czasu spędziłaś tak jak chciałaś. Dochodzisz do wniosku, że skoro teraz Ci się nie udało „tej wagi zrzucić” to zimą nie ma o tym mowy. Generalnie do Świąt żyje się na granicy depresji, a od stycznia wypatruje się wiosny.

Nie Nie Nie, tym razem będzie lepiej, inaczej – mówię to ja sama sobie :). Zobaczcie ile dobrego się dzieje we wrześniu. Przedszkola, szkoły w końcu otwarte. I już tylko tą myślą można przetrwać wrzesień. Dziecię będzie miało zajęcie zabawę, integrację ze społeczeństwem, a Ty chwilę wytchnienia. W telewizji same nowości. No ok słabe to, że wieczorem siada się przed TV zamiast poczytać, wyjść gdzieś i inne takie, ale jak już siadam to chce mieć wybór, chce zobaczyć coś nowego, innego. Pośmiać się, a nie sami swoi po raz 1000453999831. Zaczyna się jesień i o ile będzie ładna, to serio piękny czas. Temperatury dające wytchnienie, piękne okoliczności przyrody i już jesień odczarowana dla długich spacerów. Oooo ciemno się robi szybciej. Ekstra, zawsze można wmówić maluchom, że to już noc :). Deszcz będzie smętnie kapał z nieba, świetnie po deszczu wychodzi słońce i kalosze można założyć, poskakać, pobawić się z dzieckiem jakby się znowu miało 5 lat. I wieczory takie długie, czytanie bajek na dobranoc nabiera innego wymiaru jak ciemno za oknem i kołdrą trzeba się nakryć po uszy. I przecież Święta zaraz i prezenty i może śnieg będzie 🙂 Zima to już z górki.

Pamiętajmy o tym, że nie tylko latem jest co robić, że jesienią, zimą można korzystać z wielu innych uciech życia. Dzieci nie muszę spędzać tego czasu tylko w domu. Ja sobie mocno postanowiłam, że czas po przedszkolu nie będzie wyczekiwaniem do wieczora, będzie jeszcze bardziej aktywny. Mój przedszkolak będzie wyczekiwał wakacji żeby odpocząć i słodko poleniuchować :).

IMG_1604

IMG_1751

IMG_1765

IMG_1800

IMG_1778

IMG_1702

IMG_1727

IMG_1735

IMG_1804

IMG_1634

IMG_1784

IMG_1624

IMG_1771

Please follow and like us:

urodziny Antoniusza

IMG_1817

Rok, rok, rok hmmm rok jaki kurczę rok? Przecież dopiero test zrobiłam. Pamiętam jak dziś, Wigilia Świąt Bożego Narodzenia dwa lata temu i upragnione dwie kreski blade, bledzinkie tak bardzo, że musiałam test powtarzać 3 razy. Wiele to wtedy dla mnie znaczyło. Kuba kazał długo na siebie czekać. Antonio za to pojawił się jak tylko postanowiliśmy, że to ten czas.

Rok, jest już z nami rok. Niby długo, ale uwierzcie mi przy drugim dziecku czas mija 5 razy szybciej niż jak się ma jedno. Prawda, mamy dwójki i więcej? Ostatnio wzięło mnie na przemyślenia, analizowanie tego czasu. Wiem, starzeję się. To był trudny, ale bardzo dobry rok. Wiele wzlotów i masa upadków. Problemy  z laktacją… jak się wreszcie udało problemy Antka ze zdrowiem… Walka, walka, walka. Kubuś, zimowa próba przedszkolna i niestety totalna klapa… Znaczące przewrócenie naszego świata. Później systematycznie wychodzące słońce, układanie życia od nowa, nauka, praca i tona miłości.

Rok, czym jest rok w życiu dziecka? To ogrom czasu, to masa nauki. To same góry i wyzwania. To totalna zależność. Nierozumienie otaczającego świata. To często ból ząbkowania, kolki i inne przypadłości dokuczające naszym maluchom. Dlatego ten rok jest zawsze taki pełen wyzwań dla nas rodziców.

Pamiętam będąc świeżo upieczoną mamą Kubiszona, potrafiłam do swojej mamy zatelefonować o 3 nad ranem z przerażeniem, że Kubiś płacze, że mu zapewne coś dolega. Przy drugim dziecku już wiesz dlaczego płacze, domyślasz się co dolega, ale wcale nie boli Cię to mniej. Wiesz co robić i dlatego jest łatwiej. Dlatego potrafisz się bardziej tym wszystkim cieszyć, bardziej pamiętać.

To był trudny ale najpiękniejszy rok mojego życia. Podglądanie jak Kuba staje się starszym bratem, pełnym miłości, opiekuńczym, wyrozumiałym (tak ciągle mówimy o 2,5 latku, wtedy tyle miał) było i jest największym skarbem jaki mogłam otrzymać. I choć zapewne nie raz będę ich rozdzielać, głęboko wierzę, że ta więź będzie im towarzyszyć całe życie.

Rok to już rok Maluchu! Sto Lat Antoni. Pełni szczęścia synku. Bądź odważny, dzielnie stąpaj przez życie, uszczęśliwiając ludzi których spotkasz. Bądź dobrym człowiekiem, bo dobro zawsze do Ciebie wróci. Szanuj innych. Nie bój się marzyć bo to właśnie marzenia pchną Cię do działania. Żyj pełnią życia. Kocham Cię .

Mama

IMG_4221IMG_4267IMG_4182IMG_4338IMG_4573IMG_4535
IMG_5734IMG_6219

IMG_7333IMG_7798IMG_8744IMG_1417

IMG_1023

IMG_1634

 

 

Please follow and like us:

matkaPolkazarobiona!

IMG_1443

Macie tak, raz na jakiś czas, że spoglądacie w lustro, a tam kto inny? Jakaś taka odmieniona, zmęczona, zarobiona buzia, nie Wasza. Nie poznajecie się? Norma… mam tak średnio raz w miesiącu. 🙂 Macie tak, że w szarej codzienności zostajecie tylko w roli matki, zapominając o roli kobiety, żony ? Mam i ja. Macie tak, że nie wiecie od czego zacząć dzień, a kiedy on się kończy zastanawiacie się dlaczego znowu nie zrobiłyście tego co było zaplanowane? Jak ja to dobrze znam.

Mam i tak, że kawę podgrzewam w mikrofalówce 3 razy tę samą, paznokcie domalowuję, aż warstwy lakieru same odchodzą :). Mam też tak, że po 2 godzinach biegania po domu nie pamiętam po co wystartowałam. Cieszę się kiedy jadę na zakupy spożywcze. Często po wyjściu z domu orientuję się, że mam jedzenie na ramieniu i nie, nie wynika to z mojego roztargnienia, braku organizacji czy innych takich, tak wygląda życie z dwójką chuliganów.

Kiedyś było zupełnie inaczej, ułożona z planem zapisanym w kalendarzu na najbliższe dwa tygodnie. Korporacyjna bestia, pakująca auto ciemną nocy w trasę, żeby dzień zakończyć koło 20.Pamiętam jak zerkałam z politowaniem na te wszystkie umordowane mamy, współczując im zmęczenia, niereformowalnych dzieci, zbyt wielu obowiązków. I mówiłam sobie u mnie będzie inaczej. I trwałam tak w moim corpo świecie licząc, że idealnie zaplanuję życie, dzieci , wszystko zapiszę w kalendarzu i się spełni.  I na co mi to było? Pomogło w czymś, nauczyło? hahahaha pewnie, że nie. Życia uczą mnie Oni codziennie. Uczą cierpliwości, miłości, szacunku, organizacji, uczą mnie jak być szczęśliwą. Pokazują jaka jestem silna, wytykają słabości, doprowadzają do wrzenia, ale i wynoszą do chmur. Wiem to mega banalne, ckliwe, ale czy tak nie jest?

Jesteśmy różne, pochodzimy z różnych miejsc, mamy inny status majątkowy, inaczej byłyśmy wychowywane, pracujemy na różnych stanowiskach, a kiedy pojawia się Bejbe wszystkie truchlejemy. Świat się przewartościowuje, a my jak we mgle staramy się podołać wyzwaniu. I nic te nasze studia, nic korporacyjne sukcesy, to wszystko nic nie warte.

I jak tak idę z tą kaszką na ramieniu i widzę spojrzenie młodej fajnej dziewczyny z napisem na czole KARIERA myślę sobie „poczekaj, sama zobaczysz”. Uśmiecham się sama do siebie pamiętając dawne czasy. Świadomie zostałam w domu, zawsze wdzięczna losowi, że mi to ułatwił. Moja kariera to pomoc, wsparcie, wycieranie nosa, przyklejanie plastrów, przytulanie , całowanie, zabawianie, ocieranie łez. Zapłata to pierwszy krok, pierwsze słowo, zaufanie, duma z nowych umiejętności, bliskość, wdzięczność, miłość. Część z Was pewnie mi zazdrości, część powie wariatka ale wiecie co? dobrze mi i już.

dziękuję za uwagę ściskam,

Karolina

IMG_1316

IMG_1325

IMG_1360

IMG_1364

IMG_1375

IMG_1380

IMG_1413

IMG_1450

IMG_1462

IMG_1475

IMG_1476

IMG_1467

IMG_1464IMG_1483

IMG_1482

IMG_1505

Please follow and like us:

marzeniami dzieciństwo usłane

Kiedy jesteś mały masz marzenia, nie takie przyziemne jak ciepła kawa o poranku, przespana noc, czy wygrana na loterii. Marzenia masz wielkie, prawdziwe, mało tego wierzysz, że one wszystkie się spełnią, że są na wyciągnięcie ręki. Z biegiem lat się to zatraca, a Ci nieliczni, którzy mają to szczęście marzyć w dorosłym wieku, nazywani są najdelikatniej mówiąc lekkoduchami.

Kiedy to przemija i dlaczego? Z jednej strony chcemy, aby nasze dzieci miały głowy pełne marzeń, a jednocześnie zabijamy w nich tą część dziecięcego JA przygotowując na mocne spotkanie z życiem.  Niezwykle cieszą mnie marzenia Kuby, intryguje jego wyobraźnia. Staram się podsuwać mu rzeczy, które będą go rozwijać, budować nowe fascynacje. Wiem, że ten czas jest niezwykle krótki i ulotny, a to tak naprawdę smak całego dzieciństwa.

Chcesz być strażakiem? Załatwione! Chcesz prowadzić koparkę? Żaden problem. Chcesz być kosmonautą ? Twoje życzenie się spełni! I tak latamy po domu, szukając odległych galaktyk. Napotkane przedmioty dostają imiona planet, a wyobraźnia podpowiada kolejne pomysły na zabawę.

Baw się synku ile wlezie! Niech dzieciństwo pozostanie dzieciństwem w swej najczystszej, najszczerszej formie. Zgodzicie się ze mną?

IMG_0999IMG_1017

IMG_0986

IMG_1074

IMG_1044

IMG_1047

IMG_0990

IMG_1009IMG_1042

 

Rakieta magnetyczna Janod dla dzieci 2-6, w moim odczuciu ten przedział jest o wiele szerszy. 🙂

Please follow and like us:

Wakacje statystycznej polskiej rodziny P. :)

Kiedy jakoś tydzień temu R. postanowił, że jego ostatni tydzień urlopu w te wakacje spędzimy u Teściów, byłam delikatnie mówiąc niepocieszona. Wcale nie dlatego, że mam słabych teściów, bo tak nie jest. Gównie dlatego, że tak piękną pogodę chciałabym spędzić gdzieś nad wodą, a nie w centralnej Polsce gdzie do najbliższego jeziora 80 km. Jego pomysł wydawał mi się co najmniej idiotyczny, a jak do tego dodawał ” zobaczysz będzie fajnie” przysięgam scyzoryk mi się w kieszeni otwierał.

No nic, nie zawsze mogę o wszystkim decydować…

Rzutem na taśmę załatwiłam sobie spotkanie z koleżankami w Warszawie, tak żeby mieć coś z wyjazdu dla siebie :).

Jak bardzo się pomyliłam wiem tylko ja. Wakacje na wsi są naprawdę suuuper. I akwen nam nie był potrzebny. Po raz kolejny przekonałam się, że wszystko zależy od nastawienia. Nie potrzebna mi egzotyczna Dominikana jak kiedyś, żeby być szczęśliwą i czerpać garściami. Kurcze, dzieci sprawiają, że w większości przypadków stajemy się lepszymi ludźmi. Dumna jestem z siebie, serio.

Wyglądało to mniej więcej tak… 🙂

IMG_0232IMG_0273

IMG_0328

IMG_0314

IMG_0332

IMG_0392IMG_0441IMG_0364IMG_0241

IMG_0565

IMG_0504

IMG_0507

IMG_0799

IMG_0448

IMG_0672

IMG_0652

IMG_0618

IMG_0691

IMG_0662

IMG_0889

IMG_0708

IMG_0901

IMG_0571

IMG_0927IMG_0587IMG_0476IMG_0219

Please follow and like us:

Nie cierpię mieszkać nad morzem…

1.5FullSizeRender_2

No dobra, powinnam była to napisać w czasie przeszłym. Zawsze tak było. Dlaczego? To bardzo proste, skoro masz coś pod nosem nie doceniasz tego tak jak doceniałabyś gdyby było odległe, zakazane. Od pierwszych wspomnień nie kojarzę morza 🙂 tzn jak już gdzieś jechaliśmy z rodziną były to zazwyczaj Kaszuby. To one kojarzyły mi się z wakacjami, czasem wolnym, przygodą. Morze czasami na spacer, ale tylko czasami.

Bo powiedzcie z czego tu się cieszyć mając kilka lat. No woda jak woda, cieszy każda i ta duża i ta mniejsza. Piasek, no piasek jak piasek w piaskownicy też go pełno. Wiatr, nie lubię wiatru. Noooo i wszechobecni turyści. No i chyba to był główny powód dla którego moja mama rezygnowała z wakacji nad morzem zabierając nas daleko od tej trójmiejskiej ciasnoty. Bo jak tu się raczyć morzem kiedy na plaży taki ścisk, że nie ma jak przejść, że koc osób obok zwijany swoją piaskową zawartość zostawia na Tobie. Po gofra kolejka za róg, w restauracji nie zjesz bo ciągły brak miejsc, a jaki tubylec planuje obiad w tygodniu z wyprzedzeniem tak żeby rezerwację wnieść? Eeeee mówię Wam nad morzem wcale nie było tak fajnie. Nie wspomnę o tym, że prawdziwy rodowity człek z 3miasta żeby odpocząć nad tym naszym morzem, zabiera rodzinę na półwysep 😉 (hahaha serio tak jest).

Sezon się kończy i co? Nieeee, nie to, że w końcu da się wypocząć, nacieszyć widokami. Robi się zimno szaro buro i ponuro. Nad morze wychodzą tylko morsy lub spragnieni mocnych wrażeń. Lub ja, jak to ktoś z rodziny lub znajomy przyjedzie. Nie cierpiałam mieszkać nad morzem.

Zmieniło się oooo tak zmieniło. Oni to zmienili chłopaki moje 3. Pierwszy był R. Lubi On morze bo wychowywał się w centralnej Polsce, bo morze to jego wakacyjno-przygodowe wspomnienia, bo to zawsze było coś odległego. Kubiszon zmienił to jeszcze bardziej. Woda to jego żywioł, im jej więcej tym lepiej, większe fale większy fun i tą całą Szwajcarię Kaszubską mogę sobie „zatrzymać”. Antonio? on to tylko postawił kropkę nad I. O ile Kuba piasku nie zauważa, Antek buszuje w nim namiętnie. I nie wystarczy przydomowa piaskownica, nie wystarczy piaskownica na placu zabaw (matce wystarczała) on uwielbia przemierzać czworakując całe połacie terenu.

No więc jak nie kochać morza, tego brudnego, z sinicami. Tych plaż, na których łatwiej znaleźć kapsel po piwie niż bursztynek. No kocham morze, kocham tu mieszkać, jestem wdzięczna za takie widoki i to, że te obrazy będą budować wspomnienia moich synów. Nie cierpię, że kocham morze. 🙂

1.5FullSizeRender

1.11FullSizeRender_1

1.7FullSizeRender

1.7FullSizeRender_1

1.11FullSizeRender

FullSizeRender_1

 

1.9FullSizeRender

FullSizeRender

1.9FullSizeRender_2

FullSizeRender (4)

Please follow and like us:

Przedszkole to złooooo ???

Przyszedł ten czas, kiedy większość 3 latków rozpocznie przygodę z przedszkolem. Nie wiem jak Wy, ale ja jestem przerażona. Poza zwykłymi naturalnymi obawami, wyobraźnia podpowiada mi obrazy których nawet nie będę tu przywoływać. Mam dwie wizje przedszkola, obie sprawdzone na skórze Kubiszona niestety. Chcecie wiedzieć jak to było? :/

Był wrzesień ubiegłego roku na świat przyszedł Antonio. Kuba szczęśliwy starszy brat zaczął się ewidentnie nudzić w domu. Mama nie miała już tak wiele czasu, zmęczona nie miała pomysłów na zabawę. Dodatkowo opinia neurologa, który polecił Kubie przedszkole jako najlepszy motywator dla jego rozwoju. Poszliśmy na to, ale nie od razu. Uznaliśmy, że trzeba odczekać, dać braciom czas, dać czas głównie Kubie na zaakceptowanie nowej sytuacji. I tak odczekaliśmy 4 miesiące, uznaliśmy że po tym czasie Antek w domu będzie dla Kuby oczywistą oczywistością.

Przyszedł styczeń , przedszkole wybrane (prywatne), wyprawka przygotowana. Pierwszy tydzień niesamowitej fascynacji i klops przyszła choroba. Tydzień w domu, później powrót i się zaczęło płacz płacz i raz jeszcze płacz. Nie pomagały tłumaczenia, przedszkole również nie było pomocne. Tak się męczyliśmy wspólnie przez kolejne dwa tygodnie. Wtedy nagle mnie olśniło, to ma być wspomaganie rozwoju? to ma być przyjemność dla mojego syna? to ma być to coś co specjaliści nazywają uspołecznianiem dziecka? NIE NIE NIE, to ja go znam, to ja widzę, że to nie ten czas. To ja czuję, że wyrządzam mu zwyczajnie krzywdę. Zrezygnowaliśmy, tak tak wszyscy za głowę się łapali, snuli historie jaki to błąd popełniłam, że teraz to dopiero będę miała przedszkolny problem. Miałam to w poszanowaniu! Liczył się on tu i teraz. Wspólnie z R postanowiliśmy spróbować od września!

Dopiero wtedy dopadło mnie rozgoryczenie. Dlaczego nikt nie zaproponował nam spotkań adaptacyjnych? Dlaczego płaczącym Kubą nikt się nie opiekował? Zasada ignorowania była tam na porządku dziennym. Wiedziałam na pewno, że to przedszkole nie spełnia moich oczekiwań pod żadnym względem.

Już w marcu ruszyłam na całego w poszukiwaniu innego, odpowiedniego. Wiedziałam czego szukam. Nie chciałam Kuby posyłać do molocha z nieprzyzwoitą ilością zajęć dodatkowych. Nie zrozumcie mnie źle, ja nie twierdzę że takie przedszkola są złe, wiem natomiast, że nie są odpowiednie dla mojego syna. Tak wiec szukałam czegoś małego bardziej rodzinnego, przedszkola z duszą i sercem na dłoni, tworzonego przez ludzi dla ludzi, a nie dla zarobku. Takiego gdzie panie całują w czoło i ocierają łzy bez względu na ich ilości. Znalazłam, zapisałam, czekałam i czekałam…

Mamy lipiec, a to w naszym przedszkolu czas integracji. Dzieci mogą przychodzić przez cały miesiąc w różnych godzinach, aby poznać miejsce zasady, zwyczaje. Kuba kończy 3 tydzień i biega jak na skrzydłach, opowiada czego się nauczył, zwraca nam uwagę na inne dzieci, integruje się, uspołecznia, uczy, a nasze serca rosną każdego dnia. Kiedy zaraz po dzwonię do R i zdaję mu relacje, łapiemy się na tym jak wiele nas to emocji kosztuje.

Kryzys…. przyjdzie, podobno zawsze przychodzi. Wiem jednak, że już teraz będzie nam go łatwiej znieść, zrozumieć. Wiemy też, że w rozwoju Kuby od stycznia do teraz nastąpił niesamowity postęp, który tylko ułatwi nam zadanie.W styczniu Kubiszona mowa kulała, teraz jest nam w stanie powiedzieć, że dziewczynka straszyła potworkami, a to że kolega uderzył go w głowę. My możemy wytłumaczyć, przekonać, uczyć jak ma się zachować w takich sytuacjach. Wszystko można odczarować. Bo tak Kochani, te nasze wychuchane maluchy „dostaną w łepetyne” od „kolegi”, starsza „koleżanka” nastraszy potworkami, a my będziemy musieli zagryzać zęby i tłumaczyć, tłumaczyć. 🙂

Co ja tu chciałam przekazać? Nic odkrywczego, zwyczajnie, żeby słuchać swoich dzieci. Czasami zmiana miejsca pomoże. Warto jeżeli przedszkole, zwłaszcza państwowe, nie prowadzi spotkań adaptacyjnych, zrobić własną integrację we wrześniu. Wiem łatwo mi mówić bo siedzę w domu i mogę sobie na to pozwolić. Wy też możecie, urlop na początku września poświęcony na integrację to nie stracony czas. To najlepiej zainwestowane wolne dla własnego malucha. Serio nikt nam nie karze od 1.09 zostawiać przedszkolaka na 8h. Tylko od nas zależy jak to będzie później wyglądało. Coś o tym wiem. To też nasza praca żeby dziecię polubiło to miejsce.

Miał to być post wyprawkowy, coś mi nie wyszło 🙂 , uznajmy go jako wstęp do tematu.

Jakie są Wasze doświadczenia?  Opowiedzcie na jakim etapie jesteście, jak to było jest u Was? Czego się boicie najbardziej? Wy doświadczone mamy przedszkolaków poradźcie jak Wam się udało.

Mój przedszkolak moimi oczami… <3

1.5FullSizeRender

1.11FullSizeRender_2

IMG_6198

IMG_3919

IMG_6061

FullSizeRender (4)

 

Please follow and like us: