Był sobie urodzinowy weekend… :)

Ten weekend spędziliśmy świętując 70 urodziny mojej Babci. Świetny pomysł na uczczenie tej pięknej liczby, spa dla najbliższych. Oczywiście każdy z nas cieszył się jak dziecko. Chciałabym Wam pokazać jak miło spędziliśmy ten czas. :)

Ps. Babciu raz jeszcze spełnienia marzeń jak dla mnie to każde Twoje urodziny możemy tak świętować.  😀

IMG_3595

IMG_3605

IMG_3585

IMG_3597

IMG_3686

IMG_3663

IMG_3639IMG_3633

IMG_3683

IMG_3703

IMG_3717

IMG_3727

IMG_3711

IMG_3734

IMG_3739

IMG_3749

IMG_3754

IMG_3757

IMG_3763

IMG_3768IMG_3823

IMG_3778

IMG_3784

IMG_3794

IMG_3827

IMG_3837

IMG_3841

Please follow and like us:

„Poczytaj mi mamo…” nie tak łatwo przychodzi!

IMG_3453

Kiedy każdego dnia zbliża się pora snu chłopcy podbiegają do mnie, domagając się wieczornej lektury. Przytulamy się tak i zaczytujemy w kolejnych książkach. Zazwyczaj trwa to aż obaj padną, odkładam ich wtedy delikatnie do łóżek wyciągając książki, które kurczowo trzymają w sennym uścisku… bla bla bla jasne, tak to się dzieje tylko w filmach. Życie życiem :)

Pytacie mnie często jak to jest z tym czytaniem, bo czytać swoim dzieciom chce wielu rodziców, ale czy maluchy również podzielają te chęci? Ja w swojej rodzicielskiej karierze przeżyłam wiele, ale nigdy nie wyobrażałam sobie, że ta część codzienności będzie tak trudna.

Niby to takie proste, dziecię nasze na kolano, książka w dłoń i jazda. Otóż nie, niestety nie wygląda to na początku tak ładnie. Trzeba wiele się nauczyć, dużo muszą nauczyć się nasze dzieci, żeby te kilka słów z początku stało się jawą. No chyba, że to tylko mój problem, a Wy zupełnie nie wiecie o czym tu piszę.

Pierwsze czytanie Kubie odbyło się jak jeszcze beztrosko kręcił się w brzuchu. Kiedy mieliśmy już w miarę uporządkowany dzień z noworodkiem, postanowiłam wprowadzić czytanie w ciągu dnia, niestety nie dało się wszelkie obowiązki zaskakujące po raz pierwszy skutecznie to utrudniały, a czytanie odbywało się wtedy kiedy Kuba wrzeszczał w niebo głosy, a ja już nie miałam pomysłu jak mu pomóc. Kładłam go wtedy do łóżeczka głaskałam po głowie i czytałam, żeby uspokoić jego, a przede wszystkim siebie. Trwało to tak do czasu kiedy Kubiś stał się rezolutnym siedzącym chłopcem. Pamiętam jak pomyślałam jak nie teraz to kiedy? to zapewne będzie najlepszy moment. Więc gadzinę na kolano książka w dłoń i jazda… Jaka byłam naiwna, jaka durna pełna nadziei… to był dobry czas na pochłanianie lektur całym sobą. Przygryzanie okładek, rozrywanie kartek, rzucanie, wyrywanie i co tylko jesteście sobie w stanie wyobrazić… Kiedy mój pierworodny poszedł przed siebie byłam pewna, że to ten moment, że teraz przytuleni w blasku kominka będziemy oddawać się literaturze „pięknej” eee eee i tym razem byłam w błędzie. Nic go nie interesowało poza pędem przed siebie i oczywiście gryzieniem i ślinieniem razy dwa…

Z czasem pomalutku zaczęłam podawać mu proste książki, początkowo z samymi obrazkami gdzie nazywałam postacie, później z  mało skomplikowanym tekstem pozwalającym ubrać obraz w kilka ciekawych nowych słów. Dopiero kawał czasu później pojawiło się faktyczne zainteresowanie, a teraz to i nawet książki bez obrazków cieszą najbardziej. Wyobraźnia działa jak szalona poddając najróżniejsze obrazy. Pewne książki musimy chować bo budzą tak wielką ekscytacje, że obawiam się o ich stan :), inne musimy chować bo budzą grozę, z pozoru śmieszne miłe i przyjemne przestraszą detalem tak bardzo, że lampkę trzeba zostawić na noc. To nic złego. Mnie to cieszy bardzo bo wiem, że uczy się świata, zaczyna pojmować dobro i zło, uczy się emocji i czyta je bezbłędnie. Tak wiele pięknych wieczorów przed nami i tylko mi dbać i pielęgnować te pasje i zainteresowanie.

Antoniusz nosz czort z niego robi się nieprzeciętny. Gryzie, ślini i ma w poważaniu moje wszelkie chęci i próby. Nie poddaję się bo wiem jaka ścieżka przed nami.

Kochane moje, ten post jest dla Was. Dla tych, które mają wątpliwości patrząc na swojego 1,5 rocznego bąbla, zastanawiając się czy aby ten brak zainteresowania treścią (bo książką jako przedmiotem na bank są zainteresowani) jest naturalny. Tak jest i naturalne jest to że nie usiedzi, nie wysłucha. Naturalne to, że ma w nosie nasz błogi, zaczytany głos kiedy targają nim niesamowite emocje, iskierki które latają po całym ciele nie pozwalając usiedzieć. Nie słuchajcie „cioćDOBRArada” które mówią ” no ale jak to? nie słucha nie czytasz?” Przyjdzie ten czas i dla Was zobaczysz! Zanim jednak nastąpi nie odpuszczaj pokazuj, czytaj, ćwicz swoją cierpliwość. Zbieraj ciekawą biblioteczkę dostosowaną do wieku, a zobaczysz, że każda książka zostanie wykorzystana. Ucz malucha książek, niech będą codziennością. Obiecuję Ci, taaaaaak obiecuję zobaczysz jak błogo zasypia podczas Twojego spokojnego czytania :) i tak nawet Ci z motorkiem w pupie im też się zdarzy :)

IMG_3494-2

IMG_3489

IMG_3448

IMG_3466

IMG_3446

IMG_3484

IMG_3455-1

IMG_3482

Please follow and like us:

i jak tu nie zwariować… kończąc 30 lat?

IMG_4631

Tak tak, kończę 30 lat, sama nie wiem jak to się stało :). Zawsze, ale to zawsze 30-letnią kobietę wyobrażałam sobie jako kogoś, do kogo zwracam się per Pani. Dołujące to strasznie. Pamiętam, że jako nastolatka uważałam, że po 30 to już tylko działka, spacery i herbata pod kocem czyli zero funu! I trochę tak jest haha. Zamiast działki jakieś wypady dla dzieci, spacery checked, herbata pod kocem checked. Tak sobie myślę, że mnie trzydziestka zastała w dość trudnym momencie. Ten czas teraz to głównie dzieci, ja i moje potrzeby są zdecydowanie gdzieś poza granicami boiska. Nie wynika to z mojej chęci zbawienia świata i całkowitej potrzebie poświęcania się, wynika to raczej z codzienności. Bo sorry, ale kto ma czas na full makijaż kiedy rano trzeba ubrać, nakarmić, wyprawić dwójkę? Kto ma chęci na książkę, kiedy cały dzień nie dało się usiąść na tyłku by pokontemplować ciszę? Kto ma czas na zdrową dietę, kiedy trzeba ugotować dwa obiady dla maluchów, nakarmić te dwójkę z wszystkimi jedzeniowymi fochami. Komu się chce? Chcesz wyjść z domu? zapomnij jak tylko zacznie się sezon chorobowy, wyleczysz jedno choruje drugie i tak siedzicie w tym domu kisząc się w smaku codzienności :).

Pamiętając, że trzydziestka depcze mi po piętach, a raczej już mnie przydeptała postanowiłam zrobić listę rzeczy do zrobienia na najbliższy rok, a co, kto mi zabroni! :)

  • Zgubię nadprogramowe 6kg, koniec oszukiwania się, że się nie da, że taka moja uroda, że słodycze same się nie zjedzą, że białe pieczywo wcale nie tuczy, a słodkie gazowane napoje poprawiają mi nastrój! KONIEC
  • Pojadę całą rodziną na wycieczkę zagraniczną! Chcę, potrzebuję, mam nadzieję, że przeżyję z trzema chłopa.
  • Przeczytam minimum 2 książki i nie będą to książki, w których postacie są milusie i pluszowe lub ich średnia wieku nie przekracza lat 5.
  • Raz w miesiącu, no dobra raz na dwa miesiące zabiorę R na randkę.
  • Zaplanuję swój biznes.
  • Przetrwam z większym luzem drugi bunt dwulatka w moim życiu (patrz Antoniusz).
  • Polubię swoje zmarszczki!
  • Upiekę te ciastka, co to się nimi pół kraju zachwyca, rollsy cynamonowe.
  • Pozwolę chłopakom na więcej samodzielności.

Wystarczy… grunt to plan, który Cię nie przerośnie. Trzymajcie kciuki i przypomnijcie mi za jakiś czas o rollsach :) nie znoszę piec! Miło, że świętujecie ze mną ten dzień, dziękuję <3

Zapomniałabym!!! Pewnie już wszystkie prezenty dla mnie zakupione :) Muszę następnym razem taki post zorganizować wcześniej. Głupia ja :) Poniżej kilka rzeczy, które w takim razie może przyniesie mi Mikołaj??? a pewne nie przyniesie :)

image

ps. zdjęcia oczywiście dzieci, ubierają ten post. Raz nie lubie siebie na zdjęciach, dwa nikt mi ich nie robi. Liczę na Kubę za jakiś czas. :)

IMG_3237IMG_3240

IMG_3267IMG_3198IMG_3217IMG_3381

 

Please follow and like us:

powietrze sezonu grzewczego- zło, które nawet nie wiemy jak szkodzi!

IMG_3225

Skończyło się lato, schowało się za górami, za lasami. Przepadło jak kamień w wodę, nie ma, ani widu ani słychu! Przynajmniej na kilka najbliższych miesięcy. Swoją drogą, jeszcze weekend temu było koło 20 stopni, a teraz minus o poranku. No nic, z ciężkim sercem trzeba się z tym pogodzić. Ja znalazłam na to bardzo prosty sposób, a mianowicie nowa garderoba jesień-zima :) zakup nawet butów zimowych wyprowadzi mnie z najgłębszej jesiennej depresji. No ale nie miało być tu o mnie! Temat bardzo poważny, jak poważne jest nasze zdrowie.

Jesień-zima = ciepłe kaloryfery = suche powietrze!

Równanie proste i oczywiste, nie trzeba tej zależności nikomu tłumaczyć. Nie wiem jednak czy wiecie, jak bardzo „wysuszone” powietrze znajduje się w Waszych domach, kiedy nie zapewniacie odpowiedniej wilgotności.

Kilka faktów. Optymalna dla człowieka wilgotność powietrza oscyluje miedzy 40%-60%. Powietrze, które jest poddane działaniu tylko kaloryfera bez wietrzenia i nawilżania spada do 10%-20% wilgotności. Niby nic takiego, a ma ogromny wpływ na nasze samopoczucie i zdrowie. Bo np. kiedy pierzchną Wam usta to zazwyczaj problemem jest zbyt suche powietrze. To samo kiedy pieką oczy. Boli Was głowa i to może być spowodowane brakiem odpowiedniej wilgotności. O suchej skórze i włosach chyba nie muszę wspominać. Po co wydawać majątek na drogie kosmetyki jak wystarczy zadbać o „równowagę w powietrzu”. Macie problemy ze snem i tu można doszukać się „suchego problemu”. No i najważniejsze przez zbyt suche powietrze wysusza się nam śluzówka nosa i gardła, co prowadzi do wielu infekcji. Mało to wysuszona śluzówka nie jest w stanie tak dobrze chronić przed bakteriami i wirusami górnych dróg oddechowych, oskrzeli i płuc.

Najlepszym rozwiązaniem tematu jest zakup nawilżacza powietrza. Nie kochane, nie wystarczy mokry ręcznik na kaloryferze, nie wystarczy suszarka prania w pokoju. Modeli na rynku znajdziecie masę od wyboru do koloru. Mój wybór padł na markę Beaba z kilku prostych względów. Po pierwsze mam duże zaufanie do marki, korzystając z Beaba Babycook przekonałam się, że dbają o solidność w najprostszej formie, a na tym mi zależało. Jest średniej wielkości, odpowiadający mojej estetyce, bardzo intuicyjny w obsłudze. Jego nieocenionym walorem jest głośność działania, a raczej bezgłośne działanie co pozwoli na spokojny sen maluszka przy włączonym urządzeniu. Sprzęt po wykorzystaniu wody znajdującej się w pojemniku wyłączy się bez żadnych niepożądanych efektów dźwiękowych. Czas pracy urządzenia przy nieprzerwanym nawilżaniu to nawet 9 godzin. Zapewnia to bardzo duży zbiornik 2,5l. Jeżeli szukacie czegoś odpowiedniego do pomieszczeń 8-15 m2,  Beaba sprawdzi się idealnie.

Na koniec kilka podpowiedzi jak możecie pomoc śluzówce Waszych dzieci, w tym momencie na chwilę przed zakupem nawilżacza.

  • suszarka z praniem na noc ląduje w pokoju dziecka.
  • ręcznik i pojemniki z wodą na kaloryfer
  • częste wietrzenie pomieszczeń (u nas okno w pokojach chłopców jest otwarte na min 2 h przed snem)
  • nie przegrzewanie mieszkania, optymalna temperatura to 20-22 stopnie a w nocy to i 19, lepiej cieplej ubrać niż przegrzać i wysuszyć powietrze.
  • dodatkowo warto do codziennej higieny włączyć sól do noska, nawilży to śluzówkę i nie pozwoli na tak łatwe „osadzanie” się wirusów i bakterii.

Zadbajmy o takie podstawy jak odpowiednia wilgotność w domu, a mniej pieniędzy zostawimy w aptece. Choroby będą trwały krócej, będziemy mieli więcej sił i będziemy się lepiej wysypiać, samopoczucie się poprawi! Same plusy, zero minusów wiec why not?

IMG_3144IMG_3145

IMG_3150

IMG_3161

IMG_3169

IMG_3189

IMG_3200

IMG_3213

IMG_3181

IMG_3207

IMG_3224

Please follow and like us:

zabawki do wody, te NIEzagrzybione!

Dziś chciałabym Wam pokazać kilka „godnych” zabawek do wody. Uważam, że w tej dziedzinie producenci idą bardzo na łatwiznę i tylko kilku poważnie się stara. Moi chłopcy od pewnego momentu mają ich niewiele, bo staram się wybierać te, które są dla nich bezpieczne.

Pewnie zauważyliście, że większość jak nie wszystkie zabawki do wody po pewnym czasie (wcale nie tak długim ) zmieniają kolor. Dzieje się tak ponieważ wewnątrz zabawki po kąpieli zostaje woda. I choć wypłukujemy ją jak tylko możemy, a zabawki po kąpieli zazwyczaj wiszą w specjalnie do tego przeznaczonych pojemnikach, niestety tak się to właśnie kończy. Dlaczego, a no dlatego, że to wilgotne środowisko wewnątrz zabawki sprzyja powstawaniu grzybów. I choć nie wiem jakbyśmy się starali osuszyć, przez te małą dziurkę niestety się nie da! Jak już się pewnie domyślacie będę przekonywać Was do zabawek „pełnych”, bez tych nie wiadomo po co dziurek. Te właśnie będą najtrwalsze i najzdrowsze dla Waszych dzieci. Tak najzdrowsze! bo oczywiście podczas kąpieli i użytkowania takiej zagrzybionej zabawki, paskudztwo to miesza się z wodą, dzieci często biorą te zabawki do ust. Mało to, widziałam i takie, które próbują ssać by wypić tą wodę ze środka. Bleeee. No brzmi to przerażająco. Dlatego tym bardziej warto świadomie wybrać kilka, które nas takich rewelacji pozbawią, a i służyć będą dużo dłużej.

Hevea to jedne z moich ulubionych. Miękkie, a bez żadnych otworów, przez które mogłaby dostać się do środka woda. Nie wspominając o tym, że są wykonane z naturalnych tworzyw. Dostaniecie je tu.

1.5image

 

Boon, nie mamy jeszcze żadnej zabawki tego producenta, ale na pewno zakupię puzzle i bardzo zastanawiam się nad bankami. Wyglądają solidnie, wykonane z dobrych materiałów powinny dobrze służyć. Do kupienia np. tu.1.4imageKid O to również rzeczowa alternatywa dla wszelkich grzybolubnych koszmarków. Zabawki proste, ale i bardziej skomplikowane, które pozwalają na kreatywną zabawę. Bo np zabawka obok kaczki rozkłada się na kilka części, a każda z nich z powodzeniem może służyć jako pełnowartościowa zabawka. Znajdziecie tu.image (2)Organizery, bo każda zabawka powinna po pracy mieć godne miejsce odpoczynku :). Tak serio to warto taki organizer mieć. Tu kilka propozycji od 3sprouts, skip hop oraz boon. Wszystkie piękne, ja chyba wybrałabym rekina. Tymczasem w naszej łazience od kilku lat wisi zakupiony w osiedlowym sklepie za zł 15 noname i tez sobie dobrze radzi :).

image

image (3)Na koniec trochę różności.

  1. Plui. Zabawka z dziurami. Zabawka, która z czasem skończyła jak każda inna. Jednak ta jest wyjątkowa i będę wyrzucać i kupować kolejną tak długo, jak długo będzie sprawiała taki fun moim chłopakom.
  2. Flamastry do wody. Polecam dla dzieci, które już nie biorą do paszczy każdej zabawki :) Świetna zabawa angażująca dzieci i rodziców.
  3. Musujące kule do kąpieli. Świetna sprawa zwłaszcza jak są przygotowane przez nas własnoręcznie, tak jak np. tu.
  4. Przyssawki Squigz bawimy się nimi wszędzie nawet w kąpieli :)

IMG_3097IMG_3104IMG_3112IMG_3114

IMG_3115IMG_3108

 

 

Please follow and like us: