pokój chłopca

Pokój chłopca… niby nic skomplikowanego, a chyba jednak trudniejszy w urządzeniu. Bardziej kolorowy i zdecydowanie mniej uporządkowany od pokoju dziewczynek. Pewnie mamy córek się ze mną nie zgodzą. Tak czy siak, wychodząc na przeciw Waszym pytaniom i potrzebom zrobiłam pewne zestawienie, które przybliży Wam nasz „pokojowy” styl. Bardzo jestem ciekawa Waszych opinii.

  1. FullSizeRender 80Plakat Mithilde Cabanas, ten wyjątkowo w klimacie zbliżającej się aury. Proponuję Wam jednak przyjrzeć się bliżej propozycjom tej marki. Mi bardzo odpowiada ta stylistyka, ta kreska.
  2. Absolutny klasyk. Półka od String Furniture, idealnie wpasuję się w klimat dziecięcego pokoju, ale może się okazać, że jeszcze bardziej będziecie jej potrzebować np. w salonie (ja tak mam).
  3. Martioszki od OMM Design. To taka zabawka, która doda niesamowitego uroku wnętrzu. Moi chłopcy je uwielbiają, a ja chyba jeszcze bardziej kiedy układam na półkach.
  4. Krzeseło Stokke. To zakup, który dobrze popełnić już w pierwszych dniach życia dziecka. Bardzo dobrze wykonane, będzie towarzyszyło chuliganom od pierwszej marchewki poprzez wszelkie prace twórcze, kończąc na lekcjach dodatkowych z matmy.
  5. Biurko Ikea. Wyjątkowo podobają mi się te ich drobne, proste propozycje. Będą pasowały jak ulał do wielu wnętrz.
  6. Lampka od GoodNightLight. Jestem trochę oświetleniowym świrem. Podoba mi się tak wiele lamp, że zwyczajnie trudno mi się zdecydować na jedną.
  7. Kontynuując temat z punktu nr. 6. Lampka od Heico.
  8. Dywan typowo „chłopacki” od Bloomingville.
  9. Wieszaki od Noodoll. Ogromnie mi się podobają wieszaki w pokoju dziecka. Można je wykorzystać na setki pomysłów.
  10. Łóżko marki Leander. Bo choć z zasady lubię kanciaste formy, tego typu łóżkowe kształty podobają mi się niezmiernie.
  11. Podusia/Przytulanka od OYOY.
  12. Zabawka od Anne-Claire Petit.
  13. Kosze na zabawki, koce i wszystko inne to absolutna podstawa.

FullSizeRender 81

  1. Pragnę/pożądam jest na pierwszym miejscu mojego osobistego listu do Mikołaja. Cudowna lampka od Luckyboysunday.
  2. Miś od Ingeli P Arrhernius ulubiony.
  3. Niezawodna Ikea i system STUVA.
  4. Podusia wigwam od OYOY.
  5. Biurko od Sebra. Chyba jedno z najbardziej uniwersalnych jakie widziałam.
  6. Tęczowa układanka od Ikea. Klasyk, który nauczy malucha oraz idealnie ozdobi jego przestrzeń.
  7. Skarbonka silikonowa od KG Design.
  8. Krzesło dla młodziaków od Ikea. Dostępne w kilku kolorach, napewno znajdzie się w naszym domu.
  9. Do czasu kiedy zobaczyłam jak się świecą były mi zupełnie obojętne. Jednak zapalone wydobywają niesamowity kolor. Lampki od A Little Lovely Company.
  10. Łóżeczko Oeuf. Marzenie…
  11. Dywanik OYOY, może również służyć z powodzeniem jako mata do zabawy.

FullSizeRender 82

  1. Książki to taki element pokoju, które fajnie wyeksponowane dodają niesamowitego uroku i zachwycają różnorodnością kolorów. Pija Lindenbaum „Doris ma dość”.
  2. „Pan Tygrys dziczeje” Peter Brown. Pozycja typowo chuliganowa.
  3. Półka na zdjęcia Ikea. To właśnie ona pięknie wyeksponuje Wasze książkowe miłości.
  4. Fajny plakat to podstawa fajnego pokoju. W ramie, bez ramy, na taśmę, wiszący, stojący nie ma znaczenia byle był bo doda charakteru.
  5. Najnowsza propozycja od Mr. Maria. To zdecydowanie najbardziej praktyczne lampy jakie znam. Ten miś skradł moje serce już dawno temu chociaż dostępny w Pl jest od niespełna dwóch miesięcy. Wróżę jej nie mniejszą karierę niż Miffy, czołowy produkt marki.
  6. Kolejna lampowa propozycja. Ananas od GoodNightLights w całej gamie kolorystycznej. Mi ogromnie podoba się w żółci.
  7. Biurko Jysk. Fajna alternatywa dla Ikea. Ja to biurko widzę też w moim kąciku do pracy.
  8. Drewniane zabawki mają swój urok. Ten uśmiechnięty goryl od T-Lab zdecydowanie będzie dobrym kompanem do zabawy, a i fajnym dodatkiem klimatycznego pokoju chłopca.
  9. Łóżko od Nobodinoz. To na pewno będzie mocny element pokoju.
  10. Dywan/chodnik – droga od OYOY. U nas zdecydowanie był to trafiony zakup. Wykorzystywany przy wielu zabawach sprawia chłopakom masę radości.

FullSizeRender 83

  1. Liczydło z ostatniego katalogu Ikea. Cudowna zabawka, poważny materiał do nauki, wyjątkowy dodatek pięknego pokoju dziecka.
  2. Metalowa półka z haczykami na co dusza zapragnie od Kidsdepot.
  3. Plakat New York od Pleased To Meet – dla małych fanów dalekich podróży.
  4. Piękne kolorowe charakterne drewniane figurki rozkręcą każdą zabawę, a po wszystkim wyjątkowo ozdobią.
  5. Łóżeczko Ikea. Proste, rosnące razem z dzieckiem, w rozsądnych pieniądzach. Właśnie takie mamy u Kubiszona i  poza delikatnym skrzypieniem (Panie R, pan nasmaruje) jest całkiem spoko.
  6. Wyjątkowe wieszaki Sketch.inc. Idealne do pokoju chłopca.
  7. Lampka od Mr Maria. Ten miś potrafi odczarować nie jedne nocne strachy.
  8. Biurko od Les Gambettes. Przepiękne zdecydowanie wysoko na mojej liście.
  9. Wyjątkowe tapety od Ferm Living.
  10. Naklejka tablica kredowa.
  11. Kreda z Ikea.
  12. Stojak na książki, pluszaki, skarby i inne… Ikea.
  13. Ulubione maskotki od LuckyBoySunday. Wyjątkowe, niepowtarzalne i zdecydowanie niegrzeczne.
  14. Kosz na zabawki od 3 Sprouts. Te kosze to jedne z moich ulubionych. Bardzo pakowne, nienagannie wykonane i z kolorowym wzorem. Bo to w końcu dzieci, a ich świat powinien być kolorowy.

W sumie to nic odkrywczego. Ot subiektywne zestawienie matki dwóch chłopaków, która nieporadnie z dnia na dzień przesiąka tym wyjątkowym światem coraz bardziej. Do następnego, może tym razem coś dla małych dam? hmmm

Please follow and like us:

Tula

Na wstępie powiem Wam, że nosidło nie było dla mnie pewnym elementem wyprawki chłopaków. Kubiszon nie był noszony, próbowaliśmy kilka razy, ale nie było nam najwygodniej. Może kwestia nosidła, dziecka, a może i tego i tego. Przy Antku nosidło też nie pojawiło się na samym początku. Przeżyliśmy chwilę z chustą, ale za mało miałam cierpliwości do plątania. Kiedy Antek miał około 6 miesięcy pomyślałam że nosidło, dobre nosidło, powinno pojawić się w naszym domu. Przy dwójce maluchów sprawiało wrażenie wielkiego ułatwienia. I nie zawiodłam się. Faktycznie tak się stało. Nosidło pozwoliło, zobaczyć więcej, poczuć więcej, dokonać więcej. Jakim cudem, a no takim…

Po pierwsze „tulenie” okazało się być niezawodne w domu. Przy zębach, katarach lub innych stanach obniżonego nastroju. Mamo dwójki, Ty wiesz o czym mówię. Bo kiedy najmłodszy w rodzinie cierpi i tulić trzeba 24h to starszak ciepły obiad zjeść musi, a i uprane musi mieć. Nie wystarczy pokazać mężowi gdzie lodówka, a malca zadowolić cycem. Jest ktoś trzeci, a w sumie pierwszy, kto nie zrozumie złego samopoczucia brata i idących za tym zaniedbań matki. Tak więc Antoniusza „fiflakiem” na plecy i chop do garów. :)

Po drugie spacery. Często okazywało się, że kiedy wybieraliśmy się wspólnie całą rodziną na spacer, w pewnym momencie następował podział. Jedno z wózkowym drugie z biegającym. I tak cudny spacer po plaży okazywał się być męczarnią. Po lesie tylko ścieżką, żaden skok w bok itd. Tula zdecydowanie pozwoliła nam być razem wszędzie. I to była dla mnie największa wartość.

Po trzecie Antek dzięki noszeniu był niemowlęciem bardziej „społecznym”. Już tłumaczę o co mi chodzi. Kiedy pojawił się Kuba wszystko było na czas. Drzemka najlepiej w łóżku lub w wózku, ale w jakimś parku przy pewnej ciszy. Matko jak mnie wnerwiał domofon, albo jakiś malec na spacerze, który nagle zaczyna krzyczeć w niebogłosy. Po czasie okazało się, że tak się w tym wszystkim zaparłam, że wyjścia z domu gdzieś do ludzi stały się wyjątkiem. Przecież Kubuś musi spać, a teraz to nie bo musi jeść, itd. Ocknęłam się późno, zdecydowanie za późno. Przy Antoniuszu wiedziałam, że nie mogę popełnić tego samego błędu. I nagle okazało się, że potrafię inaczej.  Wiecie jak dobrze dziecko śpi w nosidle. I ani ruch nie przeszkadza, ani głos lub inne dźwięki. Tym sposobem kolejne możliwości pojawiły się na tej naszej trudnej rodzicielskiej drodze.

Po czwarte „tulący” tata to widok niesamowicie rozczulający. U nas kiedy tylko może nosi właśnie R. Chyba sam jest zadziwiony jak bardzo to lubi.

Niedawno zmieniliśmy naszą tulę baby na tulę toddler. Ta druga to taka starsza, większa siostra bliźniaczka modelu baby. Przeznaczona jest dla dzieci od 11kg do 27kg. Kiedy Antek osiągnął wymaganą wagę, nie czekałam ani chwili z wymianą, bo wiedziałam, że to inwestycja dla dwójki. Szerszy i dłuższy panel pozwala tak samo na noszenie Antka jak i Kuby. Obaj podczas pieszych wędrówek potrzebują chwili „przytulenia” i odpoczynku. Obaj lubią to ogromnie, nie mniej niż my. Kiedy się gdzieś wybieramy wystarczy zapakować nosidło do plecaka. Już się nie zastanawiam kiedy i gdzie wózek znowu będzie nas ograniczał. Nie wspominając, że ja nie mam miejsca na wózek w samochodzie, mam przecież psa. Nosidło Tula toddler pozwala na swobodne noszenie dziecka z przodu jak i z tyłu, wiec co kto lubi. No i chyba nie muszę wspominać, że tego typu nosidło posiada wszelkie atesty. A ergonomiczna pozycja „M” wspiera prawidłowy rozwój naszego malucha. Ostatni aspekt, o którym słyszałam od innych mam i bardzo chciałam przełożyć go na nasze relacje, to budujące się poprzez „tulenie” niezwykła bliskość. I ile w tym jest prawdy nie mam pojęcia. Wiem jednak jedno, takiego przytulasa jakim jest Antoniusz ze świecą szukać.

IMG_2255

IMG_2105

IMG_2245

IMG_2221

IMG_2124

IMG_2140

IMG_2129

IMG_2216

IMG_2172

IMG_2167

IMG_2165

IMG_2154

IMG_2160

IMG_2247

 

 

Please follow and like us:

wkurzam się!

IMG_2003

Każda z nas ma taką swoją indywidualną listę. Każdą wkurza co innego, jednak wiele rzeczy jest uniwersalnych i wkurza tak samo mocno wiele z nas. Jestem racjonalna, mądrzejsza z roku na rok. Bo wiadomo doświadczenie buduje wiedzę, a ta wiedza dodaje pewności siebie. Rola mamy to bardzo ważne i niełatwe zadanie. I dla tej która siedzi w domu wycierając chore nosy, i dla tej która w pracy zerka na zegarek, żeby zdążyć do przedszkola odebrać maluchy. I też dla tej która wybrała pracę, żeby dbać o dzieci tak jak sobie to wymarzyła. Żadna nigdy nie powinna być oceniana za swoje decyzje, które zawsze mają na uwadze najlepsze co można dać rodzinie i dzieciom. I tu dochodzimy do pewnej kwestii, która wkurza mnie ogromnie. No wpienia niemiłosiernie.

Pytania o powrót do pracy. Rozpoczęły się juz jakieś dwa miesiące po urodzeniu Kubiszona. Początkowo były dość naturalne. Pracując w sprzedaży, w dużej korporacji, żyłam w ciągłych delegacjach. Wielu znajomych nie wyobrażało sobie mnie w roli kury domowej. Z biegiem czasu pytania te stały się jednak dość irytujące. No bo przecież powinnaś wrócić, musisz mieć „własne życie”, odskocznię. Że jak przepraszam? Tak cieżko zrozumieć, że to z wyboru, z potrzeby? Że zabawy z maluchem zajmują mnie bardziej niż realizacja planów sprzedażowych. Że spacer do piaskownicy jest dużo bardziej ekscytujący niż kilkudniowy maraton po Polsce. Mogłam zostać, chciałam i tak zrobiłam. Ja nie oceniam mam, które chcą (nie muszą) po pół roku wrócić do pracy, dla siebie, dla dzieci, dla rodziny, dla samorealizacji bo nie wyobrażają sobie inaczej. W pełni rozumiem ich pobudki dlatego liczę na wzajemność. I nie jestem mamą drugiej kategorii bo siedzę w domu! Rozwój można odkrywać na wielu płaszczyznach, nie tylko zawodowo. Zgodzicie się ze mną?

Dobre rady. Temat rzeka. Kto nie zna? Dobrych rad wysłuchujemy tak naprawdę od dziecka. Zawsze ktoś wie coś lepiej od nas. Ja dobre rady zawsze przyjmę i wysłucham o ile są potrzebne i powodowane są szczerą troską, ale nie jestem przysłowiową krową. Mam własny rozum i wiem kiedy mojemu dziecku jest ciepło, wiem kiedy zimno, rozumiem każdy płacz, wiem ile je i wiem też ile społeczeństwo chciałoby żeby jadło. Wiem co robić kiedy jest chore, a tym bardziej wiem co robić żeby było zdrowe. Bo to moje dzieci i nigdy nie robiłam i nie zrobię nic przeciwko nim. Dlatego „dobre rady” poproszę, ale pliss te poważne, bo jak jeszcze raz usłyszę „a może załóż mu kurtkę” lub „czy on nie powinien więcej jeść” pacnę i fuknę :)

Od tematu „dobrych rad” już tylko krok do sugestii jak powinnam wychowywać własne dzieci. Nie można się nauczyć jak być dobrym rodzicem. Nabieramy doświadczenia z czasem. Nie ma szkoły, podręczników które powiedzą co robić żeby wychować dobrego, młodego człowieka. I chociaż wiedzy nie mamy, każda z nas stara się być do tej roli jak najlepiej przygotowana (nie mówię o wyjątkach). Później następuje zderzenie z rzeczywistością i każda z nas obiera inny plan. Jedne mamy czerpią z wiedzy innych bo proszą, chcą i czują, że to właściwa droga. Inne korzystają z poradników i fajnie, o ile nie zapominają że to tylko poradniki  i jak sama nazwa wskazuje radzą co robić ale nie dają jednego najlepszego rozwiązania. Jeszcze inne, do tej grupy i ja się zaliczam, kierują się zdrowym rozsądkiem. Moje dzieci jedzą słodycze, a pewnie nie powinny (dostają raz na jakiś czas cos ze sklepowej półki żeby znały i wiedziały co to jest). Moje dzieci są nagradzane, ale mają też „kary” w sumie jedną, a pewnie zdaniem wielu nie powinnam nagradzać i karać dzieci (nagradzam często głównie dobrym słowem, kiedy widzę jak wiele wysiłku kosztowało coś moich chłopców, zwyczajnie nie potrafię inaczej). Kara w naszym domu jest zawsze ta sama, chwila na wyciszenie. Kiedy chłopaki wpadają w jakąś niewytłumaczalną furię, kiedy frustrują się tak bardzo, że aż przykro patrzeć, a tłumaczenie i ciepłe słowo nie przynoszą rezultatu, chłopaki idą posiedzieć przy schodach. To taka chwila dla nich i dla nas, żeby uspokoić emocje. Zawsze  ten czas totalnie zmienia sytuacje, wszyscy odetchnęli i już można na spokojnie zabrać się za tłumaczenie, i o dziwo chłopaki wtedy naprawdę słuchają. Moje dzieci uczę zasad panujących w moim domu (sprzątamy po sobie, dbamy o siebie, pomagamy jeżeli potrafimy, ustępujemy innym i traktujemy to jako cnotę itd). I kto mi powie, że takie „zasady” są złe? Że to tresura? A wiecie jak pomaga np. w  przedszkolu kiedy do tej listy zasad naturalnie dopisują się kolejne. Mogłabym tak wymieniać dalej, ale po co skoro sens jest jeden. Każda z nas chce jak najlepiej wychować swoje dzieci, na mądrych, dobrych, pewnych siebie i empatycznych ludzi. Nie zapominajmy więc, że nie tylko jedna droga do tego prowadzi.

Kolejna rzecz, która wyprowadza mnie z równowagi to temat jedzenia moich chłopaków. Obaj należą do grupy żyjących głownie zabawą, emocjami i powietrzem. Popijają to tylko wodą. Od pierwszych dni życia nie byli fanami jedzenia. Kuby to nawet nie udało się karmić piersią, tak „lubił” te momenty. Antek z kolei z powodów medycznych, około 3 miesiąca życia przestał jeść zupełnie podczas dnia, podjadał trochę nocami w półśnie. Włosy z głowy rwałam, łzy wylewałam, mądre rady dostawałam „jak zgłodnieje zje”! Otóż nie, nie jadł dalej. Uparta szukałam pomocy, udało się zdiagnozować Antoniusza i powoli małymi kroczkami po 20 ml, ale ruszyliśmy z jedzeniem. Teraz nie mogę narzekać na Antka, je wszystko to na co ma ochotę, czasami mam wrażenie, że połowę dnia przeżuwa. Niestety przez jego figurę większość osób uważa, że biedne dziecko nie dojada, a mało kto wierzy, że je więcej od Kubiszona. Wiec te jedzeniowe pytania serio często do mnie trafiają, nie raz współrozmówcy się obrywa bo serio ile można? Chciałabym, żeby Kuba jadł więcej, a Antek „lepiej” wyglądał, ale co ja mogę na to poradzić? Równo i dokładnie – NIC! Więc dajmy sobie spokój, jak będziemy chcieli następnym razem puścić komentarz pt. „a co to taka chudzinka” lub zapytać „niejadek?”. Wiele mam ma traumę podczas karmienia swoich dzieci. Niestety nie każde nadaję się do metody BLW. Dlatego najlepiej przypomnieć sobie, że każda mama wie co robi i zamilknąć. :)

IMG_1913

IMG_2023

IMG_1932

IMG_2050

IMG_2014

 

 

 

 

 

 

 

Please follow and like us: