Przedszkole to złooooo ???

Przyszedł ten czas, kiedy większość 3 latków rozpocznie przygodę z przedszkolem. Nie wiem jak Wy, ale ja jestem przerażona. Poza zwykłymi naturalnymi obawami, wyobraźnia podpowiada mi obrazy których nawet nie będę tu przywoływać. Mam dwie wizje przedszkola, obie sprawdzone na skórze Kubiszona niestety. Chcecie wiedzieć jak to było? :/

Był wrzesień ubiegłego roku na świat przyszedł Antonio. Kuba szczęśliwy starszy brat zaczął się ewidentnie nudzić w domu. Mama nie miała już tak wiele czasu, zmęczona nie miała pomysłów na zabawę. Dodatkowo opinia neurologa, który polecił Kubie przedszkole jako najlepszy motywator dla jego rozwoju. Poszliśmy na to, ale nie od razu. Uznaliśmy, że trzeba odczekać, dać braciom czas, dać czas głównie Kubie na zaakceptowanie nowej sytuacji. I tak odczekaliśmy 4 miesiące, uznaliśmy że po tym czasie Antek w domu będzie dla Kuby oczywistą oczywistością.

Przyszedł styczeń , przedszkole wybrane (prywatne), wyprawka przygotowana. Pierwszy tydzień niesamowitej fascynacji i klops przyszła choroba. Tydzień w domu, później powrót i się zaczęło płacz płacz i raz jeszcze płacz. Nie pomagały tłumaczenia, przedszkole również nie było pomocne. Tak się męczyliśmy wspólnie przez kolejne dwa tygodnie. Wtedy nagle mnie olśniło, to ma być wspomaganie rozwoju? to ma być przyjemność dla mojego syna? to ma być to coś co specjaliści nazywają uspołecznianiem dziecka? NIE NIE NIE, to ja go znam, to ja widzę, że to nie ten czas. To ja czuję, że wyrządzam mu zwyczajnie krzywdę. Zrezygnowaliśmy, tak tak wszyscy za głowę się łapali, snuli historie jaki to błąd popełniłam, że teraz to dopiero będę miała przedszkolny problem. Miałam to w poszanowaniu! Liczył się on tu i teraz. Wspólnie z R postanowiliśmy spróbować od września!

Dopiero wtedy dopadło mnie rozgoryczenie. Dlaczego nikt nie zaproponował nam spotkań adaptacyjnych? Dlaczego płaczącym Kubą nikt się nie opiekował? Zasada ignorowania była tam na porządku dziennym. Wiedziałam na pewno, że to przedszkole nie spełnia moich oczekiwań pod żadnym względem.

Już w marcu ruszyłam na całego w poszukiwaniu innego, odpowiedniego. Wiedziałam czego szukam. Nie chciałam Kuby posyłać do molocha z nieprzyzwoitą ilością zajęć dodatkowych. Nie zrozumcie mnie źle, ja nie twierdzę że takie przedszkola są złe, wiem natomiast, że nie są odpowiednie dla mojego syna. Tak wiec szukałam czegoś małego bardziej rodzinnego, przedszkola z duszą i sercem na dłoni, tworzonego przez ludzi dla ludzi, a nie dla zarobku. Takiego gdzie panie całują w czoło i ocierają łzy bez względu na ich ilości. Znalazłam, zapisałam, czekałam i czekałam…

Mamy lipiec, a to w naszym przedszkolu czas integracji. Dzieci mogą przychodzić przez cały miesiąc w różnych godzinach, aby poznać miejsce zasady, zwyczaje. Kuba kończy 3 tydzień i biega jak na skrzydłach, opowiada czego się nauczył, zwraca nam uwagę na inne dzieci, integruje się, uspołecznia, uczy, a nasze serca rosną każdego dnia. Kiedy zaraz po dzwonię do R i zdaję mu relacje, łapiemy się na tym jak wiele nas to emocji kosztuje.

Kryzys…. przyjdzie, podobno zawsze przychodzi. Wiem jednak, że już teraz będzie nam go łatwiej znieść, zrozumieć. Wiemy też, że w rozwoju Kuby od stycznia do teraz nastąpił niesamowity postęp, który tylko ułatwi nam zadanie.W styczniu Kubiszona mowa kulała, teraz jest nam w stanie powiedzieć, że dziewczynka straszyła potworkami, a to że kolega uderzył go w głowę. My możemy wytłumaczyć, przekonać, uczyć jak ma się zachować w takich sytuacjach. Wszystko można odczarować. Bo tak Kochani, te nasze wychuchane maluchy „dostaną w łepetyne” od „kolegi”, starsza „koleżanka” nastraszy potworkami, a my będziemy musieli zagryzać zęby i tłumaczyć, tłumaczyć. :)

Co ja tu chciałam przekazać? Nic odkrywczego, zwyczajnie, żeby słuchać swoich dzieci. Czasami zmiana miejsca pomoże. Warto jeżeli przedszkole, zwłaszcza państwowe, nie prowadzi spotkań adaptacyjnych, zrobić własną integrację we wrześniu. Wiem łatwo mi mówić bo siedzę w domu i mogę sobie na to pozwolić. Wy też możecie, urlop na początku września poświęcony na integrację to nie stracony czas. To najlepiej zainwestowane wolne dla własnego malucha. Serio nikt nam nie karze od 1.09 zostawiać przedszkolaka na 8h. Tylko od nas zależy jak to będzie później wyglądało. Coś o tym wiem. To też nasza praca żeby dziecię polubiło to miejsce.

Miał to być post wyprawkowy, coś mi nie wyszło :) , uznajmy go jako wstęp do tematu.

Jakie są Wasze doświadczenia?  Opowiedzcie na jakim etapie jesteście, jak to było jest u Was? Czego się boicie najbardziej? Wy doświadczone mamy przedszkolaków poradźcie jak Wam się udało.

Mój przedszkolak moimi oczami… <3

1.5FullSizeRender

1.11FullSizeRender_2

IMG_6198

IMG_3919

IMG_6061

FullSizeRender (4)

 

Please follow and like us:

11 thoughts on “Przedszkole to złooooo ???

  1. Eliza od września będzie chodzić do pseudo żłobka 😉 może z 3 razy w tygodniu po 2h tylko, w celu uspołecznienia właśnie :) ja się czuje dokładnie tak, jakbym miała ją do przedszkola oddać 😀 trzymam kciuki za dalszą radość Kuby, trzymaj za Elizę :)

    1. trzymam Kochana ze wszystkich sił :* będzie dobrze to ma być przyjemność i wierze że w Waszym przypadku tak właśnie będzie :)

  2. My w tym miesiącu adaptowalismy się do zlobka państwowego (18mcy), najpierw zostal na 2 h,później 3. Nie zostal na drzemke-raz próbowaliśmy,ale pani zadzwoniła,że jednak jeszcze nie jest gotowy. Kilka razy nie poszedł że względu na temperature-zeby. Raz było przeziębienie -nic poważnego,ale gluty z nosa nas opuściły dopiero dziś w ostatni dzień:) teraz są miesięczne wakacje,od września znowu będziemy się adoptować, bo od października wracam do pracy. Płakał prawie codziennie,ale z każdym dniem krócej (podsluchiwalam na korytarzu), bardzo to z Jego Tata przezywalismy, ale też mieliśmy poczucie,że dobrze robimy (chciałam,żeby był z dziećmi i nie chciałam niani). Strasznie byliśmy dumni jak pokazywał nowe rzeczy, których Go nie uczylismy, a nauczył się ich w zlobku. Nawet takie rzeczy jak pokonywanie schodów -są w zlobku i codziennie po nich wchodzi i schodzi- teraz prawie bez pomocy i szybciutko. Było mi ciężko bo to ja Go zostawiłam tam placzacego, ale miałam ta pewność,że dobrze robię i nie musieliśmy się spieszyć z adaptacja. Dziś mieszał w garnkach, jak po Niego przyszliśmy i uśmiechał się szeroko…jestem spokojna o wrzesien, na początku zawsze jest trudno, trzeba siebie przekonać bo dzieci czytają z nas,znaleźć odpowiednie miejsce i oswajac-opowiadac dziecku co tam będzie…i u nas tekst „mama zawsze wraca” Leo odpowiada „tak”:) powodzenia dla wszystkich dzieciaczkow zlobkowy i przedszkolakow

    1. Leo zuch :) ja podziwiam tak małe dzieci, przecież one jeszcze nie powiedzą czego sie boją itd reagują zazwyczaj płaczem. Cudownie, że udało Wam się znaleźć miejsce do którego czułaś pewność, i przekonanie że Twój mały mężczyzna jest w dobrych rękach. Ja niestety od pierwszego dnia w pierwszym przedszkolu czułam że coś jest nie tak. Pani opiekunka zupełnie niezawodowa serio. Jak zadzwoniłam drugiego dnia żeby zapytać jak tam Kuba to mnie okrzyczała że głowę zawracam, a ona ma tam dzieci pod opieką. Ok jasne rozumiem, ale można grzeczniej. Chyba zwyczajnie trafiliśmy na wykształconą osobę bez pasji. W tym zawodzie pasja to podstawa. :)

  3. My w czerwcu mieliśmy tydzień adaptacyjny. Było spoko tylko, że myślałam, że będą momenty, gdy panie przedszkolanki poproszą nas o wyjście i zostaną same z maluchami. Nie było czegoś takiego, aczkolwiek Iga była wniebowzięta, choć nieco przestraszona hałasem, szybkością z jaką inne dzieci biegają :). Od września na full time do przedszkola. Czy się boję ? Boję się jak nie wiem co. Ona jest wrażliwa, delikatna, przywiązana do maminych spodni (bo sukienek nie noszę :)) i najzwyczajniej w świecie nie wiem czy da radę. Trzymam kciuki ! :)

    1. u nas od pierwszego dnia bez mamy, wychodzą z założenia że dziecko pamięta i później jest problem ” a wtedy mama była a teraz jej nie ma”.
      Myślę też że każde przedszkole ma wypracowane swoje sposoby. To przecież im najbardziej zależy żeby 1.09 nie było zbiorowej histerii 😉 trzymam kciuki i we wrześniu przypomnę temat pytając o Wasze Maluchy :) trzymaj się mama nam też się przyda wsparcie :*

  4. Mój synek w marcu skończył 3 lata i zaraz poszedł do wiejskiego przedszkola. 4 razy w tygodniu po 4 godziny, a dzieci jest ósemka. Też siedzę w domu, dlategi więcej nam nie trzeba. Wszystko jesy super, obyło się bez płaczu, bez kryzysu. Chętnie cuodzi, lubi przedszkola, panią i dzieci. Problem w tym, że jest w przedszkolu jeden chłopiec, który jest niegrzeczny,źle się zachowuje, używa brzydkich słów. I mój Henryk zaczął gi naśladować. W przedszkolu jest grzeczny, a w domu chce nam pokazać jak tamten się zachowuje i powieka te brzydkie zachowania. Musimy się dużo na tłumaczyć, że tak nie wolno. To jest uciążliwe. Aktualnie zrobiliśmy Heniowi i wakacje od przedszkola i zastanawiamy się co dalej, bo On chce chodzić i wszystko inne (oprócz tego jednego dziecka) jest OK.

    1. fajnie tak chodzić do przedszkola po 4 godziny. szkoda że nie wszyscy mogą sobie na to pozwolić :/. Co do zachowań przyniesionych do domu, też się tego obawiam i to bardzo. Kuba jest ogromna papuga. nie potrafi się jeszcze tak swobodnie komunikować więc w ten sposób szuka kontaktu. trzymam kciuki żeby problem się rozwiązał :)

  5. Młoda poszła do przedszkola w wieku 2 lata i 10 miesięcy dostała się na zmianę B czyli do 13-18 tylko raz zdarzyło się, że była tam do 17 z minutami nigdy nie zapomnę jej pytania i wyrzutu w głosie: ,,Dlaczego mnie tam tak długo zostawiłaś…?”. Zawsze odbierana koło 16 albo szybciej. Pamiętam jak weszłam tego dnia do p-la jej płacz słyszałam już w szatni…Nauczona, że jest odbierana jako jedna z pierwszych przeżyła szok kiedy została prawie sama w sali :(.
    U nas było tak, że i ja chciałam ją przygotować żeby od września posłać na rano i ona mówiła, że chce i mamę moją chciałam odciążyć bo choć sama jest przeciwniczką przedszkola wiem że bywała zmęczona po całych dniach z 2 i 4 latką, które nie znoszą się tak samo mocno jak kochają… Do dziś nie wiem czy dobrze zrobiłam i jest mi czasami przykro jak o tym myślę bo i choroby się pojawiły jak nigdy wcześniej więc dużo nas nie było i problem był dodatkowy bo mama dalej z młodą siedziała do tego z chorą młodą, codzienne afery, płacze, prośby i lamenty że ona nie chce, że nie lubi, że boli ją brzuszek… może łatwiej mi o tym pisać bo to nie ja ją zaprowadzałam zawsze o 13 jestem w pracy więc robiły to babcie, dziadek, ciocie, tata…. i płakała zawsze co niejednokrotnie kończyło się tym, że nie szła bo wracała z nimi lub jej nie dawali poprostu. Teraz mamy wakacje od wczoraj nasze przedszkole zaczęło swój wakacyjny dyżur Martynka nie chodzi, nie zapisałam jej jest u babci a za chwilę wyjeżdżamy… Widzimy nasze przedszkole codziennie mieszkamy obok niego, mijamy kilka razy dziennie ona o nim opowiada, ogląda, mówi że tęskni, że kocha i kiedy pójdzie? Choć wiem, że płacze znowu będą wielkie choć pani ta sama (a podobno ją lubi), choć już koleżanki znane i koledzy na osiedlu widywani… Boję się strasznie bo to ja codziennie rano będę ją tam zostawiać teraz…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *