„Poczytaj mi mamo…” nie tak łatwo przychodzi!

IMG_3453

Kiedy każdego dnia zbliża się pora snu chłopcy podbiegają do mnie, domagając się wieczornej lektury. Przytulamy się tak i zaczytujemy w kolejnych książkach. Zazwyczaj trwa to aż obaj padną, odkładam ich wtedy delikatnie do łóżek wyciągając książki, które kurczowo trzymają w sennym uścisku… bla bla bla jasne, tak to się dzieje tylko w filmach. Życie życiem 🙂

Pytacie mnie często jak to jest z tym czytaniem, bo czytać swoim dzieciom chce wielu rodziców, ale czy maluchy również podzielają te chęci? Ja w swojej rodzicielskiej karierze przeżyłam wiele, ale nigdy nie wyobrażałam sobie, że ta część codzienności będzie tak trudna.

Niby to takie proste, dziecię nasze na kolano, książka w dłoń i jazda. Otóż nie, niestety nie wygląda to na początku tak ładnie. Trzeba wiele się nauczyć, dużo muszą nauczyć się nasze dzieci, żeby te kilka słów z początku stało się jawą. No chyba, że to tylko mój problem, a Wy zupełnie nie wiecie o czym tu piszę.

Pierwsze czytanie Kubie odbyło się jak jeszcze beztrosko kręcił się w brzuchu. Kiedy mieliśmy już w miarę uporządkowany dzień z noworodkiem, postanowiłam wprowadzić czytanie w ciągu dnia, niestety nie dało się wszelkie obowiązki zaskakujące po raz pierwszy skutecznie to utrudniały, a czytanie odbywało się wtedy kiedy Kuba wrzeszczał w niebo głosy, a ja już nie miałam pomysłu jak mu pomóc. Kładłam go wtedy do łóżeczka głaskałam po głowie i czytałam, żeby uspokoić jego, a przede wszystkim siebie. Trwało to tak do czasu kiedy Kubiś stał się rezolutnym siedzącym chłopcem. Pamiętam jak pomyślałam jak nie teraz to kiedy? to zapewne będzie najlepszy moment. Więc gadzinę na kolano książka w dłoń i jazda… Jaka byłam naiwna, jaka durna pełna nadziei… to był dobry czas na pochłanianie lektur całym sobą. Przygryzanie okładek, rozrywanie kartek, rzucanie, wyrywanie i co tylko jesteście sobie w stanie wyobrazić… Kiedy mój pierworodny poszedł przed siebie byłam pewna, że to ten moment, że teraz przytuleni w blasku kominka będziemy oddawać się literaturze „pięknej” eee eee i tym razem byłam w błędzie. Nic go nie interesowało poza pędem przed siebie i oczywiście gryzieniem i ślinieniem razy dwa…

Z czasem pomalutku zaczęłam podawać mu proste książki, początkowo z samymi obrazkami gdzie nazywałam postacie, później z  mało skomplikowanym tekstem pozwalającym ubrać obraz w kilka ciekawych nowych słów. Dopiero kawał czasu później pojawiło się faktyczne zainteresowanie, a teraz to i nawet książki bez obrazków cieszą najbardziej. Wyobraźnia działa jak szalona poddając najróżniejsze obrazy. Pewne książki musimy chować bo budzą tak wielką ekscytacje, że obawiam się o ich stan :), inne musimy chować bo budzą grozę, z pozoru śmieszne miłe i przyjemne przestraszą detalem tak bardzo, że lampkę trzeba zostawić na noc. To nic złego. Mnie to cieszy bardzo bo wiem, że uczy się świata, zaczyna pojmować dobro i zło, uczy się emocji i czyta je bezbłędnie. Tak wiele pięknych wieczorów przed nami i tylko mi dbać i pielęgnować te pasje i zainteresowanie.

Antoniusz nosz czort z niego robi się nieprzeciętny. Gryzie, ślini i ma w poważaniu moje wszelkie chęci i próby. Nie poddaję się bo wiem jaka ścieżka przed nami.

Kochane moje, ten post jest dla Was. Dla tych, które mają wątpliwości patrząc na swojego 1,5 rocznego bąbla, zastanawiając się czy aby ten brak zainteresowania treścią (bo książką jako przedmiotem na bank są zainteresowani) jest naturalny. Tak jest i naturalne jest to że nie usiedzi, nie wysłucha. Naturalne to, że ma w nosie nasz błogi, zaczytany głos kiedy targają nim niesamowite emocje, iskierki które latają po całym ciele nie pozwalając usiedzieć. Nie słuchajcie „cioćDOBRArada” które mówią ” no ale jak to? nie słucha nie czytasz?” Przyjdzie ten czas i dla Was zobaczysz! Zanim jednak nastąpi nie odpuszczaj pokazuj, czytaj, ćwicz swoją cierpliwość. Zbieraj ciekawą biblioteczkę dostosowaną do wieku, a zobaczysz, że każda książka zostanie wykorzystana. Ucz malucha książek, niech będą codziennością. Obiecuję Ci, taaaaaak obiecuję zobaczysz jak błogo zasypia podczas Twojego spokojnego czytania 🙂 i tak nawet Ci z motorkiem w pupie im też się zdarzy 🙂

IMG_3494-2

IMG_3489

IMG_3448

IMG_3466

IMG_3446

IMG_3484

IMG_3455-1

IMG_3482

Please follow and like us:

4 thoughts on “„Poczytaj mi mamo…” nie tak łatwo przychodzi!

  1. Z nieba mi spadł ten post. Ja mam wlasnie 1.5 roczniaka, ktory nie usiedzi dlugo przy ksiazce. Ale w takim razie się nie martwię, czytam i czekam aż usnie przy tej ksiazce 🙂

  2. Czytając początek już się zmartwiłam, ale później okazało się, że jednak wszystko jest w porządku 😛
    Uspokoiłaś mnie, bo już myślałam, ze młody będzie miał takie zainteresowanie do czytania jak ja (czyt. małe), a mimo wszystko bardzo bym chciała, żeby odziedziczył je po tatusiu 🙂

    Pozdrawiam 🙂

  3. Moja córcia ma 5 miesięcy i aktualnie jesteśmy na etapie slinienia i gryzienia (dzięki Bogu za tekturowe książeczki), ale walczę 🙂 wprawdzie na razie bardziej interesują ją wszelkie szaleństwa i wyglupy niż książki, ale się nie poddam 😉 a kiedy zaczęłaś czytać chłopcom na dobranoc? W jakim byli wieku?

  4. U nas codziennie pada haslo „idziemy czytac?”, wowczas 13 miesieczna corka juz siedzi w tipi i przebiera nogami aby sie pospieszyc! Kocha serie o pomelo i bincie. Dodatkowo ksiega dzwiekow, ksiazki erica carle i ulica czeresniowa.od poczatku lubila ksiazki-najpierw je zjadala (na 22 najzwyklejesze male tekturowe ksiazeczki, ktore dostalam od kuzynki po jej dziecku ostaly sie 2), potem zainteresowanie coraz bardziej roslo. A teraz to mam ochote czasem powiedziec-tylko nie pomelo! 😀No nic, czas uzupelnic biblioteczke nowymi tytulami😊

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *