Tula

Na wstępie powiem Wam, że nosidło nie było dla mnie pewnym elementem wyprawki chłopaków. Kubiszon nie był noszony, próbowaliśmy kilka razy, ale nie było nam najwygodniej. Może kwestia nosidła, dziecka, a może i tego i tego. Przy Antku nosidło też nie pojawiło się na samym początku. Przeżyliśmy chwilę z chustą, ale za mało miałam cierpliwości do plątania. Kiedy Antek miał około 6 miesięcy pomyślałam że nosidło, dobre nosidło, powinno pojawić się w naszym domu. Przy dwójce maluchów sprawiało wrażenie wielkiego ułatwienia. I nie zawiodłam się. Faktycznie tak się stało. Nosidło pozwoliło, zobaczyć więcej, poczuć więcej, dokonać więcej. Jakim cudem, a no takim…

Po pierwsze „tulenie” okazało się być niezawodne w domu. Przy zębach, katarach lub innych stanach obniżonego nastroju. Mamo dwójki, Ty wiesz o czym mówię. Bo kiedy najmłodszy w rodzinie cierpi i tulić trzeba 24h to starszak ciepły obiad zjeść musi, a i uprane musi mieć. Nie wystarczy pokazać mężowi gdzie lodówka, a malca zadowolić cycem. Jest ktoś trzeci, a w sumie pierwszy, kto nie zrozumie złego samopoczucia brata i idących za tym zaniedbań matki. Tak więc Antoniusza „fiflakiem” na plecy i chop do garów. :)

Po drugie spacery. Często okazywało się, że kiedy wybieraliśmy się wspólnie całą rodziną na spacer, w pewnym momencie następował podział. Jedno z wózkowym drugie z biegającym. I tak cudny spacer po plaży okazywał się być męczarnią. Po lesie tylko ścieżką, żaden skok w bok itd. Tula zdecydowanie pozwoliła nam być razem wszędzie. I to była dla mnie największa wartość.

Po trzecie Antek dzięki noszeniu był niemowlęciem bardziej „społecznym”. Już tłumaczę o co mi chodzi. Kiedy pojawił się Kuba wszystko było na czas. Drzemka najlepiej w łóżku lub w wózku, ale w jakimś parku przy pewnej ciszy. Matko jak mnie wnerwiał domofon, albo jakiś malec na spacerze, który nagle zaczyna krzyczeć w niebogłosy. Po czasie okazało się, że tak się w tym wszystkim zaparłam, że wyjścia z domu gdzieś do ludzi stały się wyjątkiem. Przecież Kubuś musi spać, a teraz to nie bo musi jeść, itd. Ocknęłam się późno, zdecydowanie za późno. Przy Antoniuszu wiedziałam, że nie mogę popełnić tego samego błędu. I nagle okazało się, że potrafię inaczej.  Wiecie jak dobrze dziecko śpi w nosidle. I ani ruch nie przeszkadza, ani głos lub inne dźwięki. Tym sposobem kolejne możliwości pojawiły się na tej naszej trudnej rodzicielskiej drodze.

Po czwarte „tulący” tata to widok niesamowicie rozczulający. U nas kiedy tylko może nosi właśnie R. Chyba sam jest zadziwiony jak bardzo to lubi.

Niedawno zmieniliśmy naszą tulę baby na tulę toddler. Ta druga to taka starsza, większa siostra bliźniaczka modelu baby. Przeznaczona jest dla dzieci od 11kg do 27kg. Kiedy Antek osiągnął wymaganą wagę, nie czekałam ani chwili z wymianą, bo wiedziałam, że to inwestycja dla dwójki. Szerszy i dłuższy panel pozwala tak samo na noszenie Antka jak i Kuby. Obaj podczas pieszych wędrówek potrzebują chwili „przytulenia” i odpoczynku. Obaj lubią to ogromnie, nie mniej niż my. Kiedy się gdzieś wybieramy wystarczy zapakować nosidło do plecaka. Już się nie zastanawiam kiedy i gdzie wózek znowu będzie nas ograniczał. Nie wspominając, że ja nie mam miejsca na wózek w samochodzie, mam przecież psa. Nosidło Tula toddler pozwala na swobodne noszenie dziecka z przodu jak i z tyłu, wiec co kto lubi. No i chyba nie muszę wspominać, że tego typu nosidło posiada wszelkie atesty. A ergonomiczna pozycja „M” wspiera prawidłowy rozwój naszego malucha. Ostatni aspekt, o którym słyszałam od innych mam i bardzo chciałam przełożyć go na nasze relacje, to budujące się poprzez „tulenie” niezwykła bliskość. I ile w tym jest prawdy nie mam pojęcia. Wiem jednak jedno, takiego przytulasa jakim jest Antoniusz ze świecą szukać.

IMG_2255

IMG_2105

IMG_2245

IMG_2221

IMG_2124

IMG_2140

IMG_2129

IMG_2216

IMG_2172

IMG_2167

IMG_2165

IMG_2154

IMG_2160

IMG_2247

 

 

Please follow and like us:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *