wkurzam się!

IMG_2003

Każda z nas ma taką swoją indywidualną listę. Każdą wkurza co innego, jednak wiele rzeczy jest uniwersalnych i wkurza tak samo mocno wiele z nas. Jestem racjonalna, mądrzejsza z roku na rok. Bo wiadomo doświadczenie buduje wiedzę, a ta wiedza dodaje pewności siebie. Rola mamy to bardzo ważne i niełatwe zadanie. I dla tej która siedzi w domu wycierając chore nosy, i dla tej która w pracy zerka na zegarek, żeby zdążyć do przedszkola odebrać maluchy. I też dla tej która wybrała pracę, żeby dbać o dzieci tak jak sobie to wymarzyła. Żadna nigdy nie powinna być oceniana za swoje decyzje, które zawsze mają na uwadze najlepsze co można dać rodzinie i dzieciom. I tu dochodzimy do pewnej kwestii, która wkurza mnie ogromnie. No wpienia niemiłosiernie.

Pytania o powrót do pracy. Rozpoczęły się juz jakieś dwa miesiące po urodzeniu Kubiszona. Początkowo były dość naturalne. Pracując w sprzedaży, w dużej korporacji, żyłam w ciągłych delegacjach. Wielu znajomych nie wyobrażało sobie mnie w roli kury domowej. Z biegiem czasu pytania te stały się jednak dość irytujące. No bo przecież powinnaś wrócić, musisz mieć „własne życie”, odskocznię. Że jak przepraszam? Tak cieżko zrozumieć, że to z wyboru, z potrzeby? Że zabawy z maluchem zajmują mnie bardziej niż realizacja planów sprzedażowych. Że spacer do piaskownicy jest dużo bardziej ekscytujący niż kilkudniowy maraton po Polsce. Mogłam zostać, chciałam i tak zrobiłam. Ja nie oceniam mam, które chcą (nie muszą) po pół roku wrócić do pracy, dla siebie, dla dzieci, dla rodziny, dla samorealizacji bo nie wyobrażają sobie inaczej. W pełni rozumiem ich pobudki dlatego liczę na wzajemność. I nie jestem mamą drugiej kategorii bo siedzę w domu! Rozwój można odkrywać na wielu płaszczyznach, nie tylko zawodowo. Zgodzicie się ze mną?

Dobre rady. Temat rzeka. Kto nie zna? Dobrych rad wysłuchujemy tak naprawdę od dziecka. Zawsze ktoś wie coś lepiej od nas. Ja dobre rady zawsze przyjmę i wysłucham o ile są potrzebne i powodowane są szczerą troską, ale nie jestem przysłowiową krową. Mam własny rozum i wiem kiedy mojemu dziecku jest ciepło, wiem kiedy zimno, rozumiem każdy płacz, wiem ile je i wiem też ile społeczeństwo chciałoby żeby jadło. Wiem co robić kiedy jest chore, a tym bardziej wiem co robić żeby było zdrowe. Bo to moje dzieci i nigdy nie robiłam i nie zrobię nic przeciwko nim. Dlatego „dobre rady” poproszę, ale pliss te poważne, bo jak jeszcze raz usłyszę „a może załóż mu kurtkę” lub „czy on nie powinien więcej jeść” pacnę i fuknę :)

Od tematu „dobrych rad” już tylko krok do sugestii jak powinnam wychowywać własne dzieci. Nie można się nauczyć jak być dobrym rodzicem. Nabieramy doświadczenia z czasem. Nie ma szkoły, podręczników które powiedzą co robić żeby wychować dobrego, młodego człowieka. I chociaż wiedzy nie mamy, każda z nas stara się być do tej roli jak najlepiej przygotowana (nie mówię o wyjątkach). Później następuje zderzenie z rzeczywistością i każda z nas obiera inny plan. Jedne mamy czerpią z wiedzy innych bo proszą, chcą i czują, że to właściwa droga. Inne korzystają z poradników i fajnie, o ile nie zapominają że to tylko poradniki  i jak sama nazwa wskazuje radzą co robić ale nie dają jednego najlepszego rozwiązania. Jeszcze inne, do tej grupy i ja się zaliczam, kierują się zdrowym rozsądkiem. Moje dzieci jedzą słodycze, a pewnie nie powinny (dostają raz na jakiś czas cos ze sklepowej półki żeby znały i wiedziały co to jest). Moje dzieci są nagradzane, ale mają też „kary” w sumie jedną, a pewnie zdaniem wielu nie powinnam nagradzać i karać dzieci (nagradzam często głównie dobrym słowem, kiedy widzę jak wiele wysiłku kosztowało coś moich chłopców, zwyczajnie nie potrafię inaczej). Kara w naszym domu jest zawsze ta sama, chwila na wyciszenie. Kiedy chłopaki wpadają w jakąś niewytłumaczalną furię, kiedy frustrują się tak bardzo, że aż przykro patrzeć, a tłumaczenie i ciepłe słowo nie przynoszą rezultatu, chłopaki idą posiedzieć przy schodach. To taka chwila dla nich i dla nas, żeby uspokoić emocje. Zawsze  ten czas totalnie zmienia sytuacje, wszyscy odetchnęli i już można na spokojnie zabrać się za tłumaczenie, i o dziwo chłopaki wtedy naprawdę słuchają. Moje dzieci uczę zasad panujących w moim domu (sprzątamy po sobie, dbamy o siebie, pomagamy jeżeli potrafimy, ustępujemy innym i traktujemy to jako cnotę itd). I kto mi powie, że takie „zasady” są złe? Że to tresura? A wiecie jak pomaga np. w  przedszkolu kiedy do tej listy zasad naturalnie dopisują się kolejne. Mogłabym tak wymieniać dalej, ale po co skoro sens jest jeden. Każda z nas chce jak najlepiej wychować swoje dzieci, na mądrych, dobrych, pewnych siebie i empatycznych ludzi. Nie zapominajmy więc, że nie tylko jedna droga do tego prowadzi.

Kolejna rzecz, która wyprowadza mnie z równowagi to temat jedzenia moich chłopaków. Obaj należą do grupy żyjących głownie zabawą, emocjami i powietrzem. Popijają to tylko wodą. Od pierwszych dni życia nie byli fanami jedzenia. Kuby to nawet nie udało się karmić piersią, tak „lubił” te momenty. Antek z kolei z powodów medycznych, około 3 miesiąca życia przestał jeść zupełnie podczas dnia, podjadał trochę nocami w półśnie. Włosy z głowy rwałam, łzy wylewałam, mądre rady dostawałam „jak zgłodnieje zje”! Otóż nie, nie jadł dalej. Uparta szukałam pomocy, udało się zdiagnozować Antoniusza i powoli małymi kroczkami po 20 ml, ale ruszyliśmy z jedzeniem. Teraz nie mogę narzekać na Antka, je wszystko to na co ma ochotę, czasami mam wrażenie, że połowę dnia przeżuwa. Niestety przez jego figurę większość osób uważa, że biedne dziecko nie dojada, a mało kto wierzy, że je więcej od Kubiszona. Wiec te jedzeniowe pytania serio często do mnie trafiają, nie raz współrozmówcy się obrywa bo serio ile można? Chciałabym, żeby Kuba jadł więcej, a Antek „lepiej” wyglądał, ale co ja mogę na to poradzić? Równo i dokładnie – NIC! Więc dajmy sobie spokój, jak będziemy chcieli następnym razem puścić komentarz pt. „a co to taka chudzinka” lub zapytać „niejadek?”. Wiele mam ma traumę podczas karmienia swoich dzieci. Niestety nie każde nadaję się do metody BLW. Dlatego najlepiej przypomnieć sobie, że każda mama wie co robi i zamilknąć. :)

IMG_1913

IMG_2023

IMG_1932

IMG_2050

IMG_2014

 

 

 

 

 

 

 

Please follow and like us:

10 thoughts on “wkurzam się!

  1. O tak! Wkurza! Przy pierwszym dziecku, przy drugim niestety też. Jedyne co, to coraz łatwiej przychodzi mi wpuszczanie jednym uchem a wypuszczanie drugim. Chociaż temat praca mnie wnerwia na maxa, a młodsza ma dopiero 3,5 miesiąca! I u mnie jeszcze topowym pytaniem jest: Dlaczego moja trzylatka nie chodzi do przedszkola? Wrr:/

    1. Lena o matko jak dobrze Cię rozumiem. Że też ludzie lubią tak żyć życiem innych. Ja się wcale nie dziwię że Twoja 3latka jest w domu skoro macie też takiego malucha <3 Na wszystko przyjdzie czas. Trzymaj się ciepło a z tym wpuszczaniem i wypuszczaniem to święta prawda i cudownie że tak jest bo można byłoby oszaleć ;):*

  2. Ooo tak! Pytanie „a kiedy wracasz do pracy?” również mnie wkurza. Albo jeszcze to „czy się nie nudzę siedząc już 2 lata z dzieckiem”. Gdybym tak strasznie cierpiała z tego powodu, to na pewno zmieniłabym swą sytuację życiową :) Ale hitem jest (Ty masz to już chyba za sobą :p ) ” kiedy drugie?” ( w sensie kiedy teraz chłopiec, bo przecież wszyscy dążą do tego by mieć parkę-seriously??!). Irytacja high level. Będzie albo nie będzie! Ohh..już pisząc to się wzburzyłam:)

    1. hahaha no tak… przypomniałaś mi te piękne czasy pytań „kiedy drugie”, ale uważaj ja mam teraz jeszcze lepiej bo zdarzają się sugestie że dwójka to już wystarczy!!! Matko co komu do tego 😐 Ściskam Cię ciepło i doskonale rozumiem :*

      1. Jak to wystarczy? Przecież nie masz wspomnianej wyżej parki 😉
        Mi zdarzyło się usłyszeć „trzeci będzie chłopczyk”…no ta, bo przecież dwie dziewczynki, to porażka, wrr:/

  3. Wiem coś o tym. Moi teściowie witają moje młodsze dziecko pytaniem „a ty jeszcze z pieluchą?” odkąd skończyło 18 miesięcy. Akurat to da się puścić mimo uszu. Tak na poważnie to bym dopisała tę nieocenioną pomoc obcych ludzi, gdy dzicko marudzi na ulicy. Słowa „bo cię zabiorę” skierowane do dziecka – bezcenne.

  4. Co do jedzenie. Mój je kiedy chce i zawsze jest pytany na co ma ochotę. Tak jak ja nie lubię jak stawia się mnie przed faktem dokonanym „bo musisz zjeść to co ci przygotowałam” tak i moje dziecko uczę, że ma wybór. Dzięki temu wie, że każdy może jeść coś innego i nie wpada w histerię bo on by chciał „to co mam kolega/koleżanka”.
    Druga uwaga co do jedzenie. Pytam w przedszkolu „jak dziś Leon sobie radził”? Dostaje odpowiedz: „A super. Zjadł wszystko” CISZAAA. A co mnie to obchodzi czy moje dziecko zjadło czy nie nie pytam o to. A wszyscy myślą że to jest dla mnie informacja dnia. Nigdy nie był zmuszany do jedzenia więc wiem ze jak będzie głodny to powie.
    Co do „wychowania”. Też nagradzam i karam (ciszą w odosobnieniu). Wniosek z tego, że tresujemy swoje dzieci 😉
    Wróciłam do pracy bo wiem, że dzięki temu ja jestem szczęśliwsza i dzięki temu moje dziecko jest. Ale podziwiam mamy, które zdecydowały się pozostać w domu.
    A i jeszcze jedna sprawa w sprawie pytań „A Leon to kiedy zaczał siadać, mówić, chodzić…Bo mój to…”

    1. ooo tak, u nas też zawsze na pytanie jak tam Kuba dziś słyszę „dobrze, wszystko zjadł” także norma haha ściskam ciepło Karolina

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *