na zdrowie

Sezon w pełni, ruszyło chorowanie, aura nie sprzyja. Mokro, zimno, dżdżysto tak przynajmniej jest u nas, na północy. Coraz częściej jesteśmy przygnębieni, przeziębieni. A co dopiero maluchy, znowu u progu jesieni walczą z masą wirusów i bakterii. Ta walka wychodzi im raz lepiej, raz gorzej, a my rodzice czujemy się bezsilni. A możemy tak wiele, oto kilka moich sposobów na „lepsze” zdrowie w sezonie.

Kuba praktycznie nie choruje, więc coś jest w tych moich sposobach. Z Antkiem jest trochę inaczej bo to dziecko „migdałkowe”, ale robimy wszystko żeby okres chorobowy skrócić ile się da.

Jesień w moim domu różni się od lata tym, że musimy włączyć ogrzewanie i zamknąć wielkie balkonowe latem ciągle otwarte okno. Bardzo dbam jednak o powietrze w domu. Wietrzenie to absolutna podstawa. Nie wyobrażam sobie przebywać więcej niż 2 godziny w szczelnie zamkniętym pokoju. Dodatkowo temperatura, nie za wysoka i nie za niska. U mnie w ciagu dnia jest około 20-21 stopni, a nocą 19. Nie od dziś wiadomo, że lepiej cieplej ubrać niż narażać dzieci na zbyt wysokie temperatury w pomieszczeniach.

Pozostając w temacie powietrza dbam bardzo o jego wilgotność. Wysuszona śluzówka to w niedługim czasie pewna choroba. Kiedy słyszę po chłopakach, że gorzej im się oddycha po nocy, że nosek przytkany to zawsze uruchamiam nawilżacz powietrza. I po takiej nocy nawilżania, problem odchodzi w niepamięć. My mamy dwa nawilżacze od Beaba i mogę polecić je z czystym sumieniem. Proste w obsłudze, ciche idealnie spełniają swoje zadanie. Pisałam kiedyś o nich tu.

Jeszcze lepiej jest spacerować. Spacer to zdrowie w najlepszym wydaniu. Pamiętajcie, że katar nie jest przeciwwskazaniem do wyjścia z domu. Wietrzenie gila jest już powszechne. Tak wiec jak tylko nie ma gorączki idziemy poskakać po kałuży. Świeże powietrze, endorfiny, ruch to wszystko pomoże pozbyć się gorszego samopoczucia.

Zawsze zastanawiałam się z czego bierze się to całe jesienne chorowanie. Moim zdaniem jedną z odpowiedzi jest dieta. Jesień, zwłaszcza taka mokra, powoduje większe zapotrzebowanie na węglowodany. Innymi słowy przesilenie, depresje czy inne zmory zajadamy. I to oczywiście tym niezdrowym jedzeniem. Mniej witamin, gorszej jakości produkty od smaków lata i zaraz obniżona odporność. A co my, to i nasze dzieci, tak to już jest. Dlatego jesienią, na przekór, zwróćmy szczególną uwagę na to co jemy.

Co z tą odpornością. No właśnie… My dodatkowo wspieramy się dwoma specyfikami. Po pierwsze witamina D. Jeżeli pamiętacie czasy kiedy pediatrzy przypominali nam, że pierwszy rok życia dziecka to bezwzględne podawanie wit.D to natychmiast o tym zapomnijcie. Teraz już wiadomo, że witamina D powinna być podawana przez całe życie. Tak więc dzieciakom podajemy bezwzględnie, a i o sobie koniecznie pomyślcie (zapytajcie też w aptece czy wybrana przez Was witamina jest dostosowana jednostką do wieku Waszych dzieci). Kolejny pomocnik to tran. To żadna reklama, ale z czystym sumieniem polecam Wam ten, który już 2 sezon podaję Kubie, eco mer. Koniecznie zapytajcie swojego lekarza. Dla mnie najlepszy, bo Kuba od września ubiegłego roku był chory dwa razy z czego raz to były dolegliwości żołądkowe. Antek dostaje tran Mollers i już się nie mogę doczekać aż będzie mógł przyjmować ten, który podaję Kubiszonowi.

Jesień, czas na zupę. Zdrowe, pożywne, rozgrzewające. Jeżeli lubicie zupy czy ich nie lubicie to najlepszy czas na masowe spożywanie i polubienie. Rozgrzewają dodają energii to jasne, ale nie wiem czy wiecie jak wpływają na odporność? A no znacząco. Zimne potrawy wychładzają organizm, a co za tym idzie obniżają jego odporność. Wiec jeżeli cały dzień żyjesz na zimnych potrawach i chorujesz, spróbuj to zmienić, a zobaczysz jak szybko przyjdą efekty. To samo jest z naszymi dziećmi. Mało które zjada ciepły obiad. Bo zanim się do niego zabiorą wszystko już raczej dość letnie. A zupa zawsze jest o te kilka stopni cieplejsza. Kiedy dodamy do niej cebulę i/lub czosnek dodatkowo będziemy wspierać walkę z wirusami i bakteriami.

A co kiedy mimo wszelkich starań pojawi się katar, kaszel? Po pierwsze woda, zwiększamy ilości wypijanej wody. Bo tak trzeba, bo tak uczyła mama, bo nasz organizm to woda, więc w chorobie trzeba jak najszybciej wymienić „chorą” na „zdrową”, ot co :)

Ostatnim etapem przed wizyta u lekarza są „syropy babuni” na bazie cebuli, czosnku, imbiru, miodu, cytryny… Pomagają na kaszel, przeziębienie, katar.

Oto 2 przez nas stosowane przepisy.

Cebulowy – drobno posiekaj 2/3 cebule zalej miodem ( jeżeli maluch ma uczulenie na miód zasyp cukrem) odstaw na 5-6 godzin w ciepłe miejsce. Kiedy cebula puści soki syrop gotowy. Podajemy 2-3 razy dziennie po łyżce. Pomimo tego, że jest w pełni z naturalnych składników nie powinniśmy przesadzać, a najlepiej na najbliższej wizycie u pediatry zapytać o jego dawkowanie.

Czosnkowo-cytrynowy – Przeciskamy 2 główki czosnku, wyciskamy sok z 3 cytryn. Dodajemy do siebie i mieszamy. Zalewamy szklanką przegotowanej chłodnej wody i dodajemy miód do smaku (nie żałujemy). Tak przygotowaną miksturę odstawiamy na 24h w ciepłe miejsce. Po dobie przecedzamy i gotowe. Podajemy tak samo jak syrop cebulowy.

Życząc Wam masy zdrowia pokazujemy jak złoto i pusto teraz nad morzem.
IMG_2397

IMG_2403

IMG_2408

IMG_2441

IMG_2428

IMG_2458

IMG_2410

IMG_2460

IMG_2473

IMG_2468

IMG_2477

Please follow and like us:

2 thoughts on “na zdrowie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *