pokój dziewczynki

Kiedy pokazałam Wam ostatnio moje pomysły na pokoje dla chuliganów zaskoczyło mnie ogromnie Wasze ciepłe przyjęcie tej tematyki. Postanowiłam, nieco na przekór, pokazać Wam co myślę na temat pokoju dziewczynki. Przeglądając te wszystkie dodatki doszłam do wniosku o co kaman z tym różem… Pełno jest niesamowitych przedmiotów w przepięknych kolorach, które idealnie wpiszą się w delikatny świat każdej córeczki, a zdecydowanie odstają od stereotypowego różu.

Na początek pokój, który zrobił nie lada wrażenie na mojej przyjaciółce, mamie dwóch cudownych dziewczyn. Cieszyłam się jak dziecko kiedy prosiła mnie o linki do konkretnych produktów.

FullSizeRender 85

  1. Lampa Studio Snowpuppe. Oryginalna, zwracająca uwagę niesamowicie dziewczęca.
  2. Plakat z moja ukochaną ostatnio kreską od Mathilde Cabanas.
  3. Półka od Rose in April. Niebawem pokaże Wam naszą w kolorze black. Dopytujcie o dostępność tu.
  4. Urocza nakładanka Nobodinoz.
  5. Krzesełko Stokke, jeden z najlepszych moich dzieciowych zakupów.
  6. Biurko Minko, idealnie odnajdzie się w każdym wnętrzu.
  7. Lampka La Tete Dans Le Bocal. Uuurroocczzaaa.
  8. Kosz Rose in April. Dziewczyński do „szpiku kości”, a jaki wyjątkowy kolorystycznie.
  9. Wieszaki Briki Vroom Vroom.
  10. Skakanka, guma do skakania i wrotki to atrybuty każdej małej panny.
  11. Dywan od Ferm Living. Taki mogłabym mieć i w sypialni. Ogromna oferta marki tu.
  12. Łóżeczko Ikea.
  13. Miś od Philomenakloss do dostania tu.
  14. Urocza poduszka od Mimi’Lou.
  15. Wrotki tu. 

FullSizeRender 86

 

  1. Stolik z krzesełkiem marki Les Gembattes. W pięknych zdecydowanych kolorach.
  2. Lampka Lapin and Me. Chciałabym taką, ale do tego mi córki trzeba.
  3. Plakat od Mathilde Cabanas – wiem jestem nudna, za to te plakaty wręcz przeciwnie.
  4. Półka od Belmam.
  5.  Figurka Kokeshi-Frida.
  6. Słuchawki dla miłośniczki dobrej muzyki. Kiedy oczyma wyobraźni widzę swoją córkę, zawsze jest to nastolatka leżąca na łózku w słuchawkach, machająca nogami, przeglądająca jakiś ciekawy album.
  7. Mocny element tego pokoju dywan od Oeuf.
  8. Kuchnia Brio.
  9. Urocza, a u nich to rzadkość maskotka od LuckyBoySunday.
  10. Kosz z trawy morskiej od Bloomingville.
  11. Łóżko marki Leander.
  12. Podusia Blabla do kupienia tu.
  13. Piękne klocki memo od marki Blafre.
  14. Kalejdoskop Vilac dostępny tu.

FullSizeRender 87

 

  1. Kolejny pozytywny plakat od Mathilde Cabanas.
  2. Lampa Mutto. W nieco innych kolorach planuję u chłopaków.
  3. Półka od Belmam.
  4. Krzesło od The Rocking Company znajdziecie tu.
  5. Biurko Sebra.
  6. Berlin Boombox yeahhhh. Taki przekaźnik dźwięku biorę i ja w ciemno.
  7. Skarbonka silikonowa sowa KG Design do kupienia tu.
  8. Cudowna naklejka, która doda klimatu od Shanna Myrray.
  9. Lampka Hello Kitty marki Base tu.
  10. Łóżeczko Ikea.
  11. Pościel od La Cerise Sur Le Gateau. Obłędna, moje marzenie.
  12. Kosz na zabawki, pledy i co dusza zapragnie od Ferm Living.
  13. Wyjątkowy dywan od Liv Interior.
  14. Piękna (dla mnie) lalka od Moulin Roty.
  15. Książka „Młoda Charlotte Filmowiec”.

Chociaż świat dziewczynek jest mi zupełnie obcy, to w jednym z takich pokoi z wielką chęcią wprowadziłabym małą pannę :) Jak Wam się podoba? Mamy dziewczyn co sądzicie? Ściskam Was ciepło i idę po kubek herbaty, straszny ziąb za oknem…

#janodnagwiazdke

ladnebebe_janod_swieta_wiz_v2_A

Listopad – miesiąc inspiracji, miesiąc wielkiego oczekiwania. Miesiąc wymyślania i kombinowania czym tu zaskoczyć rodzinę na Święta. Umówmy się, listopad jest tak beznadziejny, że każdy z nas ten świąteczny czas przywołuje czym prędzej, by zwyczajnie nie zwariować. Wychodząc na przeciw naszym wspólnym potrzebom, bez wachania zgodziłam się wziąć udział w projekcie organizowanym wspólnie przez portal Ładnebebe i markę Janod. Pokażę Wam tu kilka naszych wyborów tej marki, które mogą okazać się być Waszą inspiracją na grudniowy czas.

Generalnie kocham zabawki. Ogromnie cieszy mnie wybieranie, analizowanie która w jakim wydaniu i dlaczego pasuje akurat do mojego konkretnego syna. Zawsze podchodzę do tego bardzo serio i staram się podsuwać chłopcom rzeczy, po pierwsze dobrej jakości, po drugie rozwijające wyobraźnie, po trzecie ładne. W zależności od nastroju mojego i chuliganów kolejność wyboru się zmienia. O ile dla Kuby wybory są coraz prostsze, bo zwyczajnie sam poprosi, to Antek sprawia mi wiele problemu. Po pierwsze dlatego, że podoba mu się wszystko oczywiście przez całe 6 sekund, po drugie dlatego, że ma już zabawki, które w jego wieku dostawał Kubiszon. Ale ponieważ nie cierpię niesprawiedliwości, staram się jak mogę zachwycać i tego rezolutnego dwulatka moimi pomysłami.

I tak na pierwszy rzut poszła tablica. Długo szukałam takiej, która spełni moje oczekiwania. Nie chciałam standardowej, rozkładanej bo nie chciałam zabierać chłopakom przestrzeni. Zależało mi na czymś sprytnym, co łatwo przenieść, schować, a mimo to będzie dużą tablicą z wszystkimi funkcjami jakie posiadają te bajeranckie rozkładane. Przeglądając nowości Janod trafiłam na ich propozycję i dla mnie okazała się być strzałem w 10. Możemy ją przenosić z pokoju do pokoju, łatwo chowa się za drzwiami, jest dwustronna, a gumowe kule na jej czterech rogach dbają idealnie o moje ściany. IMG_2338 IMG_2356 IMG_2389

IMG_2376

Processed with MOLDIVIMG_2499Kuba od dawna wykazuje ogromną fascynację pisaniem, czytaniem, kocha liczby, taki typ. Więc zabawki dla niego często skupiają się na rozwijaniu tych właśnie zainteresowań. Sprawia mu to wiele przyjemności. Tym razem znalazłam książkę magnetyczną, tworzenie słówek w języku angielskim. To nie nasza pierwsza książka magnetyczna od Janod, ale tym razem ta, która zajmuje Kubiszona na dużo dłużej. Skupienie, zaangażowanie i wielka radość kiedy uda się znaleźć rozwiązanie zadania. Dla mnie matki, obrazek bezcenny. Czy to nie świetny pomysł na zabawę?

IMG_2746

IMG_2750

IMG_2759

IMG_2773

IMG_2781

IMG_2793

IMG_2799

IMG_2804

Antonio ostatnio ma fazę odgrywania ról. Duża w tym zasługa Kubiszona, bo ciągle wymyśla mu jakieś zabawy. A to są dinozaurami, a to małymi kotkami, raz kierowcami rajdowymi, innym razem kucharzami. Wiedziałam, że zestaw lekarski sprawi Tośkowi ogrom radości. I się nie pomyliłam. Zabawa w „dotola” w naszym domu trwa w najlepsze od kilku tygodni. Lubimy go wyjątkowo za to, że jest bardzo realistyczny. Zresztą zobaczcie sami.

IMG_2953

IMG_2930

IMG_2949

IMG_2965

IMG_2948

IMG_2960

IMG_2938

Puzzle są dla mnie jednym z najlepszych prezentów jakie można ofiarować. Nie tylko dziecku, ale i dorosłemu, o tym jednak innym razem. Mam szczęście, bo moi chłopcy bardzo lubią puzzle jako czasoumilacz. Są z nami od pierwszych dni.Początkowo ślinione, później ciskane po kątach, doczekały się godnego zainteresowania. Dlatego ogromnie się cieszę, że mogę już teraz wybierać dla Kuby te ponad 100 elementowe, tak idealnie dostosowane graficznie do wieku. Duży plakat formatu samej układanki bardzo ułatwia zadanie, bo można po prostu na niej układać obraz. Pięknie wydane, starannie wykonane będą z nami bardzo długo, i już zacieramy ręce na kolejne.

IMG_2536

IMG_2541

IMG_2857

IMG_2530

IMG_2865

IMG_2828

Kto z nas nie chciał w dzieciństwie zostać gwiazdą rocka? Kto nie robił gitary z kija od miotły, czy mikrofonu z dezodorantu mamy? Ja się przyznaję, btw. do tej pory kiedy jadę samochodem głośno śpiewam ulubione kawałki z radia. Zatem dlaczego miałaby mnie dziwić prośba mojego dziecka „Mamusiu, bardzo chciałbym dostać gitarę”. Oczywiście pamiętając, że synów mam dwóch, a przecież dwóch gitar nie kupię, szukałam sensownego zestawu. Takiego, który zachwyci dzwiękami i różnorodnością, idealnie odwracając uwagę od tego co w danej chwili porwał Kubiszonowi Antoniusz lub odwrotnie. Tym sposobem każdy znalazł coś dla siebie. Młodszy radośnie tłucze w tamburyn, starszy wyciąga nieznane mi dźwięki oblegając gitarę.

IMG_2625

IMG_2667

IMG_2685

IMG_2673

IMG_2655

IMG_2623

IMG_2731

IMG_2733

IMG_2631

IMG_2722

Mam nadzieję że chociaż odrobinę udało mi się Wam przybliżyć wyjątkowość naszych ulubionych zabawek Janoda. Zajrzyjcie koniecznie na Ładnebebe, tam znajdziecie naszą dodatkową listę inspiracji świątecznych i super konkurs. Bardzo jestem ciekawa co Wy wpisalibyście na „Waszą”  prezentową top listę (Waszą czyt. Waszych pociech). Matko jak ja się cieszę na te święta, normalnie nogami przebieram :)

na zdrowie

Sezon w pełni, ruszyło chorowanie, aura nie sprzyja. Mokro, zimno, dżdżysto tak przynajmniej jest u nas, na północy. Coraz częściej jesteśmy przygnębieni, przeziębieni. A co dopiero maluchy, znowu u progu jesieni walczą z masą wirusów i bakterii. Ta walka wychodzi im raz lepiej, raz gorzej, a my rodzice czujemy się bezsilni. A możemy tak wiele, oto kilka moich sposobów na „lepsze” zdrowie w sezonie.

Kuba praktycznie nie choruje, więc coś jest w tych moich sposobach. Z Antkiem jest trochę inaczej bo to dziecko „migdałkowe”, ale robimy wszystko żeby okres chorobowy skrócić ile się da.

Jesień w moim domu różni się od lata tym, że musimy włączyć ogrzewanie i zamknąć wielkie balkonowe latem ciągle otwarte okno. Bardzo dbam jednak o powietrze w domu. Wietrzenie to absolutna podstawa. Nie wyobrażam sobie przebywać więcej niż 2 godziny w szczelnie zamkniętym pokoju. Dodatkowo temperatura, nie za wysoka i nie za niska. U mnie w ciagu dnia jest około 20-21 stopni, a nocą 19. Nie od dziś wiadomo, że lepiej cieplej ubrać niż narażać dzieci na zbyt wysokie temperatury w pomieszczeniach.

Pozostając w temacie powietrza dbam bardzo o jego wilgotność. Wysuszona śluzówka to w niedługim czasie pewna choroba. Kiedy słyszę po chłopakach, że gorzej im się oddycha po nocy, że nosek przytkany to zawsze uruchamiam nawilżacz powietrza. I po takiej nocy nawilżania, problem odchodzi w niepamięć. My mamy dwa nawilżacze od Beaba i mogę polecić je z czystym sumieniem. Proste w obsłudze, ciche idealnie spełniają swoje zadanie. Pisałam kiedyś o nich tu.

Jeszcze lepiej jest spacerować. Spacer to zdrowie w najlepszym wydaniu. Pamiętajcie, że katar nie jest przeciwwskazaniem do wyjścia z domu. Wietrzenie gila jest już powszechne. Tak wiec jak tylko nie ma gorączki idziemy poskakać po kałuży. Świeże powietrze, endorfiny, ruch to wszystko pomoże pozbyć się gorszego samopoczucia.

Zawsze zastanawiałam się z czego bierze się to całe jesienne chorowanie. Moim zdaniem jedną z odpowiedzi jest dieta. Jesień, zwłaszcza taka mokra, powoduje większe zapotrzebowanie na węglowodany. Innymi słowy przesilenie, depresje czy inne zmory zajadamy. I to oczywiście tym niezdrowym jedzeniem. Mniej witamin, gorszej jakości produkty od smaków lata i zaraz obniżona odporność. A co my, to i nasze dzieci, tak to już jest. Dlatego jesienią, na przekór, zwróćmy szczególną uwagę na to co jemy.

Co z tą odpornością. No właśnie… My dodatkowo wspieramy się dwoma specyfikami. Po pierwsze witamina D. Jeżeli pamiętacie czasy kiedy pediatrzy przypominali nam, że pierwszy rok życia dziecka to bezwzględne podawanie wit.D to natychmiast o tym zapomnijcie. Teraz już wiadomo, że witamina D powinna być podawana przez całe życie. Tak więc dzieciakom podajemy bezwzględnie, a i o sobie koniecznie pomyślcie (zapytajcie też w aptece czy wybrana przez Was witamina jest dostosowana jednostką do wieku Waszych dzieci). Kolejny pomocnik to tran. To żadna reklama, ale z czystym sumieniem polecam Wam ten, który już 2 sezon podaję Kubie, eco mer. Koniecznie zapytajcie swojego lekarza. Dla mnie najlepszy, bo Kuba od września ubiegłego roku był chory dwa razy z czego raz to były dolegliwości żołądkowe. Antek dostaje tran Mollers i już się nie mogę doczekać aż będzie mógł przyjmować ten, który podaję Kubiszonowi.

Jesień, czas na zupę. Zdrowe, pożywne, rozgrzewające. Jeżeli lubicie zupy czy ich nie lubicie to najlepszy czas na masowe spożywanie i polubienie. Rozgrzewają dodają energii to jasne, ale nie wiem czy wiecie jak wpływają na odporność? A no znacząco. Zimne potrawy wychładzają organizm, a co za tym idzie obniżają jego odporność. Wiec jeżeli cały dzień żyjesz na zimnych potrawach i chorujesz, spróbuj to zmienić, a zobaczysz jak szybko przyjdą efekty. To samo jest z naszymi dziećmi. Mało które zjada ciepły obiad. Bo zanim się do niego zabiorą wszystko już raczej dość letnie. A zupa zawsze jest o te kilka stopni cieplejsza. Kiedy dodamy do niej cebulę i/lub czosnek dodatkowo będziemy wspierać walkę z wirusami i bakteriami.

A co kiedy mimo wszelkich starań pojawi się katar, kaszel? Po pierwsze woda, zwiększamy ilości wypijanej wody. Bo tak trzeba, bo tak uczyła mama, bo nasz organizm to woda, więc w chorobie trzeba jak najszybciej wymienić „chorą” na „zdrową”, ot co :)

Ostatnim etapem przed wizyta u lekarza są „syropy babuni” na bazie cebuli, czosnku, imbiru, miodu, cytryny… Pomagają na kaszel, przeziębienie, katar.

Oto 2 przez nas stosowane przepisy.

Cebulowy – drobno posiekaj 2/3 cebule zalej miodem ( jeżeli maluch ma uczulenie na miód zasyp cukrem) odstaw na 5-6 godzin w ciepłe miejsce. Kiedy cebula puści soki syrop gotowy. Podajemy 2-3 razy dziennie po łyżce. Pomimo tego, że jest w pełni z naturalnych składników nie powinniśmy przesadzać, a najlepiej na najbliższej wizycie u pediatry zapytać o jego dawkowanie.

Czosnkowo-cytrynowy – Przeciskamy 2 główki czosnku, wyciskamy sok z 3 cytryn. Dodajemy do siebie i mieszamy. Zalewamy szklanką przegotowanej chłodnej wody i dodajemy miód do smaku (nie żałujemy). Tak przygotowaną miksturę odstawiamy na 24h w ciepłe miejsce. Po dobie przecedzamy i gotowe. Podajemy tak samo jak syrop cebulowy.

Życząc Wam masy zdrowia pokazujemy jak złoto i pusto teraz nad morzem.
IMG_2397

IMG_2403

IMG_2408

IMG_2441

IMG_2428

IMG_2458

IMG_2410

IMG_2460

IMG_2473

IMG_2468

IMG_2477

pokój chłopca

Pokój chłopca… niby nic skomplikowanego, a chyba jednak trudniejszy w urządzeniu. Bardziej kolorowy i zdecydowanie mniej uporządkowany od pokoju dziewczynek. Pewnie mamy córek się ze mną nie zgodzą. Tak czy siak, wychodząc na przeciw Waszym pytaniom i potrzebom zrobiłam pewne zestawienie, które przybliży Wam nasz „pokojowy” styl. Bardzo jestem ciekawa Waszych opinii.

  1. FullSizeRender 80Plakat Mithilde Cabanas, ten wyjątkowo w klimacie zbliżającej się aury. Proponuję Wam jednak przyjrzeć się bliżej propozycjom tej marki. Mi bardzo odpowiada ta stylistyka, ta kreska.
  2. Absolutny klasyk. Półka od String Furniture, idealnie wpasuję się w klimat dziecięcego pokoju, ale może się okazać, że jeszcze bardziej będziecie jej potrzebować np. w salonie (ja tak mam).
  3. Martioszki od OMM Design. To taka zabawka, która doda niesamowitego uroku wnętrzu. Moi chłopcy je uwielbiają, a ja chyba jeszcze bardziej kiedy układam na półkach.
  4. Krzeseło Stokke. To zakup, który dobrze popełnić już w pierwszych dniach życia dziecka. Bardzo dobrze wykonane, będzie towarzyszyło chuliganom od pierwszej marchewki poprzez wszelkie prace twórcze, kończąc na lekcjach dodatkowych z matmy.
  5. Biurko Ikea. Wyjątkowo podobają mi się te ich drobne, proste propozycje. Będą pasowały jak ulał do wielu wnętrz.
  6. Lampka od GoodNightLight. Jestem trochę oświetleniowym świrem. Podoba mi się tak wiele lamp, że zwyczajnie trudno mi się zdecydować na jedną.
  7. Kontynuując temat z punktu nr. 6. Lampka od Heico.
  8. Dywan typowo „chłopacki” od Bloomingville.
  9. Wieszaki od Noodoll. Ogromnie mi się podobają wieszaki w pokoju dziecka. Można je wykorzystać na setki pomysłów.
  10. Łóżko marki Leander. Bo choć z zasady lubię kanciaste formy, tego typu łóżkowe kształty podobają mi się niezmiernie.
  11. Podusia/Przytulanka od OYOY.
  12. Zabawka od Anne-Claire Petit.
  13. Kosze na zabawki, koce i wszystko inne to absolutna podstawa.

FullSizeRender 81

  1. Pragnę/pożądam jest na pierwszym miejscu mojego osobistego listu do Mikołaja. Cudowna lampka od Luckyboysunday.
  2. Miś od Ingeli P Arrhernius ulubiony.
  3. Niezawodna Ikea i system STUVA.
  4. Podusia wigwam od OYOY.
  5. Biurko od Sebra. Chyba jedno z najbardziej uniwersalnych jakie widziałam.
  6. Tęczowa układanka od Ikea. Klasyk, który nauczy malucha oraz idealnie ozdobi jego przestrzeń.
  7. Skarbonka silikonowa od KG Design.
  8. Krzesło dla młodziaków od Ikea. Dostępne w kilku kolorach, napewno znajdzie się w naszym domu.
  9. Do czasu kiedy zobaczyłam jak się świecą były mi zupełnie obojętne. Jednak zapalone wydobywają niesamowity kolor. Lampki od A Little Lovely Company.
  10. Łóżeczko Oeuf. Marzenie…
  11. Dywanik OYOY, może również służyć z powodzeniem jako mata do zabawy.

FullSizeRender 82

  1. Książki to taki element pokoju, które fajnie wyeksponowane dodają niesamowitego uroku i zachwycają różnorodnością kolorów. Pija Lindenbaum „Doris ma dość”.
  2. „Pan Tygrys dziczeje” Peter Brown. Pozycja typowo chuliganowa.
  3. Półka na zdjęcia Ikea. To właśnie ona pięknie wyeksponuje Wasze książkowe miłości.
  4. Fajny plakat to podstawa fajnego pokoju. W ramie, bez ramy, na taśmę, wiszący, stojący nie ma znaczenia byle był bo doda charakteru.
  5. Najnowsza propozycja od Mr. Maria. To zdecydowanie najbardziej praktyczne lampy jakie znam. Ten miś skradł moje serce już dawno temu chociaż dostępny w Pl jest od niespełna dwóch miesięcy. Wróżę jej nie mniejszą karierę niż Miffy, czołowy produkt marki.
  6. Kolejna lampowa propozycja. Ananas od GoodNightLights w całej gamie kolorystycznej. Mi ogromnie podoba się w żółci.
  7. Biurko Jysk. Fajna alternatywa dla Ikea. Ja to biurko widzę też w moim kąciku do pracy.
  8. Drewniane zabawki mają swój urok. Ten uśmiechnięty goryl od T-Lab zdecydowanie będzie dobrym kompanem do zabawy, a i fajnym dodatkiem klimatycznego pokoju chłopca.
  9. Łóżko od Nobodinoz. To na pewno będzie mocny element pokoju.
  10. Dywan/chodnik – droga od OYOY. U nas zdecydowanie był to trafiony zakup. Wykorzystywany przy wielu zabawach sprawia chłopakom masę radości.

FullSizeRender 83

  1. Liczydło z ostatniego katalogu Ikea. Cudowna zabawka, poważny materiał do nauki, wyjątkowy dodatek pięknego pokoju dziecka.
  2. Metalowa półka z haczykami na co dusza zapragnie od Kidsdepot.
  3. Plakat New York od Pleased To Meet – dla małych fanów dalekich podróży.
  4. Piękne kolorowe charakterne drewniane figurki rozkręcą każdą zabawę, a po wszystkim wyjątkowo ozdobią.
  5. Łóżeczko Ikea. Proste, rosnące razem z dzieckiem, w rozsądnych pieniądzach. Właśnie takie mamy u Kubiszona i  poza delikatnym skrzypieniem (Panie R, pan nasmaruje) jest całkiem spoko.
  6. Wyjątkowe wieszaki Sketch.inc. Idealne do pokoju chłopca.
  7. Lampka od Mr Maria. Ten miś potrafi odczarować nie jedne nocne strachy.
  8. Biurko od Les Gambettes. Przepiękne zdecydowanie wysoko na mojej liście.
  9. Wyjątkowe tapety od Ferm Living.
  10. Naklejka tablica kredowa.
  11. Kreda z Ikea.
  12. Stojak na książki, pluszaki, skarby i inne… Ikea.
  13. Ulubione maskotki od LuckyBoySunday. Wyjątkowe, niepowtarzalne i zdecydowanie niegrzeczne.
  14. Kosz na zabawki od 3 Sprouts. Te kosze to jedne z moich ulubionych. Bardzo pakowne, nienagannie wykonane i z kolorowym wzorem. Bo to w końcu dzieci, a ich świat powinien być kolorowy.

W sumie to nic odkrywczego. Ot subiektywne zestawienie matki dwóch chłopaków, która nieporadnie z dnia na dzień przesiąka tym wyjątkowym światem coraz bardziej. Do następnego, może tym razem coś dla małych dam? hmmm

Tula

Na wstępie powiem Wam, że nosidło nie było dla mnie pewnym elementem wyprawki chłopaków. Kubiszon nie był noszony, próbowaliśmy kilka razy, ale nie było nam najwygodniej. Może kwestia nosidła, dziecka, a może i tego i tego. Przy Antku nosidło też nie pojawiło się na samym początku. Przeżyliśmy chwilę z chustą, ale za mało miałam cierpliwości do plątania. Kiedy Antek miał około 6 miesięcy pomyślałam że nosidło, dobre nosidło, powinno pojawić się w naszym domu. Przy dwójce maluchów sprawiało wrażenie wielkiego ułatwienia. I nie zawiodłam się. Faktycznie tak się stało. Nosidło pozwoliło, zobaczyć więcej, poczuć więcej, dokonać więcej. Jakim cudem, a no takim…

Po pierwsze „tulenie” okazało się być niezawodne w domu. Przy zębach, katarach lub innych stanach obniżonego nastroju. Mamo dwójki, Ty wiesz o czym mówię. Bo kiedy najmłodszy w rodzinie cierpi i tulić trzeba 24h to starszak ciepły obiad zjeść musi, a i uprane musi mieć. Nie wystarczy pokazać mężowi gdzie lodówka, a malca zadowolić cycem. Jest ktoś trzeci, a w sumie pierwszy, kto nie zrozumie złego samopoczucia brata i idących za tym zaniedbań matki. Tak więc Antoniusza „fiflakiem” na plecy i chop do garów. :)

Po drugie spacery. Często okazywało się, że kiedy wybieraliśmy się wspólnie całą rodziną na spacer, w pewnym momencie następował podział. Jedno z wózkowym drugie z biegającym. I tak cudny spacer po plaży okazywał się być męczarnią. Po lesie tylko ścieżką, żaden skok w bok itd. Tula zdecydowanie pozwoliła nam być razem wszędzie. I to była dla mnie największa wartość.

Po trzecie Antek dzięki noszeniu był niemowlęciem bardziej „społecznym”. Już tłumaczę o co mi chodzi. Kiedy pojawił się Kuba wszystko było na czas. Drzemka najlepiej w łóżku lub w wózku, ale w jakimś parku przy pewnej ciszy. Matko jak mnie wnerwiał domofon, albo jakiś malec na spacerze, który nagle zaczyna krzyczeć w niebogłosy. Po czasie okazało się, że tak się w tym wszystkim zaparłam, że wyjścia z domu gdzieś do ludzi stały się wyjątkiem. Przecież Kubuś musi spać, a teraz to nie bo musi jeść, itd. Ocknęłam się późno, zdecydowanie za późno. Przy Antoniuszu wiedziałam, że nie mogę popełnić tego samego błędu. I nagle okazało się, że potrafię inaczej.  Wiecie jak dobrze dziecko śpi w nosidle. I ani ruch nie przeszkadza, ani głos lub inne dźwięki. Tym sposobem kolejne możliwości pojawiły się na tej naszej trudnej rodzicielskiej drodze.

Po czwarte „tulący” tata to widok niesamowicie rozczulający. U nas kiedy tylko może nosi właśnie R. Chyba sam jest zadziwiony jak bardzo to lubi.

Niedawno zmieniliśmy naszą tulę baby na tulę toddler. Ta druga to taka starsza, większa siostra bliźniaczka modelu baby. Przeznaczona jest dla dzieci od 11kg do 27kg. Kiedy Antek osiągnął wymaganą wagę, nie czekałam ani chwili z wymianą, bo wiedziałam, że to inwestycja dla dwójki. Szerszy i dłuższy panel pozwala tak samo na noszenie Antka jak i Kuby. Obaj podczas pieszych wędrówek potrzebują chwili „przytulenia” i odpoczynku. Obaj lubią to ogromnie, nie mniej niż my. Kiedy się gdzieś wybieramy wystarczy zapakować nosidło do plecaka. Już się nie zastanawiam kiedy i gdzie wózek znowu będzie nas ograniczał. Nie wspominając, że ja nie mam miejsca na wózek w samochodzie, mam przecież psa. Nosidło Tula toddler pozwala na swobodne noszenie dziecka z przodu jak i z tyłu, wiec co kto lubi. No i chyba nie muszę wspominać, że tego typu nosidło posiada wszelkie atesty. A ergonomiczna pozycja „M” wspiera prawidłowy rozwój naszego malucha. Ostatni aspekt, o którym słyszałam od innych mam i bardzo chciałam przełożyć go na nasze relacje, to budujące się poprzez „tulenie” niezwykła bliskość. I ile w tym jest prawdy nie mam pojęcia. Wiem jednak jedno, takiego przytulasa jakim jest Antoniusz ze świecą szukać.

IMG_2255

IMG_2105

IMG_2245

IMG_2221

IMG_2124

IMG_2140

IMG_2129

IMG_2216

IMG_2172

IMG_2167

IMG_2165

IMG_2154

IMG_2160

IMG_2247

 

 

wkurzam się!

IMG_2003

Każda z nas ma taką swoją indywidualną listę. Każdą wkurza co innego, jednak wiele rzeczy jest uniwersalnych i wkurza tak samo mocno wiele z nas. Jestem racjonalna, mądrzejsza z roku na rok. Bo wiadomo doświadczenie buduje wiedzę, a ta wiedza dodaje pewności siebie. Rola mamy to bardzo ważne i niełatwe zadanie. I dla tej która siedzi w domu wycierając chore nosy, i dla tej która w pracy zerka na zegarek, żeby zdążyć do przedszkola odebrać maluchy. I też dla tej która wybrała pracę, żeby dbać o dzieci tak jak sobie to wymarzyła. Żadna nigdy nie powinna być oceniana za swoje decyzje, które zawsze mają na uwadze najlepsze co można dać rodzinie i dzieciom. I tu dochodzimy do pewnej kwestii, która wkurza mnie ogromnie. No wpienia niemiłosiernie.

Pytania o powrót do pracy. Rozpoczęły się juz jakieś dwa miesiące po urodzeniu Kubiszona. Początkowo były dość naturalne. Pracując w sprzedaży, w dużej korporacji, żyłam w ciągłych delegacjach. Wielu znajomych nie wyobrażało sobie mnie w roli kury domowej. Z biegiem czasu pytania te stały się jednak dość irytujące. No bo przecież powinnaś wrócić, musisz mieć „własne życie”, odskocznię. Że jak przepraszam? Tak cieżko zrozumieć, że to z wyboru, z potrzeby? Że zabawy z maluchem zajmują mnie bardziej niż realizacja planów sprzedażowych. Że spacer do piaskownicy jest dużo bardziej ekscytujący niż kilkudniowy maraton po Polsce. Mogłam zostać, chciałam i tak zrobiłam. Ja nie oceniam mam, które chcą (nie muszą) po pół roku wrócić do pracy, dla siebie, dla dzieci, dla rodziny, dla samorealizacji bo nie wyobrażają sobie inaczej. W pełni rozumiem ich pobudki dlatego liczę na wzajemność. I nie jestem mamą drugiej kategorii bo siedzę w domu! Rozwój można odkrywać na wielu płaszczyznach, nie tylko zawodowo. Zgodzicie się ze mną?

Dobre rady. Temat rzeka. Kto nie zna? Dobrych rad wysłuchujemy tak naprawdę od dziecka. Zawsze ktoś wie coś lepiej od nas. Ja dobre rady zawsze przyjmę i wysłucham o ile są potrzebne i powodowane są szczerą troską, ale nie jestem przysłowiową krową. Mam własny rozum i wiem kiedy mojemu dziecku jest ciepło, wiem kiedy zimno, rozumiem każdy płacz, wiem ile je i wiem też ile społeczeństwo chciałoby żeby jadło. Wiem co robić kiedy jest chore, a tym bardziej wiem co robić żeby było zdrowe. Bo to moje dzieci i nigdy nie robiłam i nie zrobię nic przeciwko nim. Dlatego „dobre rady” poproszę, ale pliss te poważne, bo jak jeszcze raz usłyszę „a może załóż mu kurtkę” lub „czy on nie powinien więcej jeść” pacnę i fuknę :)

Od tematu „dobrych rad” już tylko krok do sugestii jak powinnam wychowywać własne dzieci. Nie można się nauczyć jak być dobrym rodzicem. Nabieramy doświadczenia z czasem. Nie ma szkoły, podręczników które powiedzą co robić żeby wychować dobrego, młodego człowieka. I chociaż wiedzy nie mamy, każda z nas stara się być do tej roli jak najlepiej przygotowana (nie mówię o wyjątkach). Później następuje zderzenie z rzeczywistością i każda z nas obiera inny plan. Jedne mamy czerpią z wiedzy innych bo proszą, chcą i czują, że to właściwa droga. Inne korzystają z poradników i fajnie, o ile nie zapominają że to tylko poradniki  i jak sama nazwa wskazuje radzą co robić ale nie dają jednego najlepszego rozwiązania. Jeszcze inne, do tej grupy i ja się zaliczam, kierują się zdrowym rozsądkiem. Moje dzieci jedzą słodycze, a pewnie nie powinny (dostają raz na jakiś czas cos ze sklepowej półki żeby znały i wiedziały co to jest). Moje dzieci są nagradzane, ale mają też „kary” w sumie jedną, a pewnie zdaniem wielu nie powinnam nagradzać i karać dzieci (nagradzam często głównie dobrym słowem, kiedy widzę jak wiele wysiłku kosztowało coś moich chłopców, zwyczajnie nie potrafię inaczej). Kara w naszym domu jest zawsze ta sama, chwila na wyciszenie. Kiedy chłopaki wpadają w jakąś niewytłumaczalną furię, kiedy frustrują się tak bardzo, że aż przykro patrzeć, a tłumaczenie i ciepłe słowo nie przynoszą rezultatu, chłopaki idą posiedzieć przy schodach. To taka chwila dla nich i dla nas, żeby uspokoić emocje. Zawsze  ten czas totalnie zmienia sytuacje, wszyscy odetchnęli i już można na spokojnie zabrać się za tłumaczenie, i o dziwo chłopaki wtedy naprawdę słuchają. Moje dzieci uczę zasad panujących w moim domu (sprzątamy po sobie, dbamy o siebie, pomagamy jeżeli potrafimy, ustępujemy innym i traktujemy to jako cnotę itd). I kto mi powie, że takie „zasady” są złe? Że to tresura? A wiecie jak pomaga np. w  przedszkolu kiedy do tej listy zasad naturalnie dopisują się kolejne. Mogłabym tak wymieniać dalej, ale po co skoro sens jest jeden. Każda z nas chce jak najlepiej wychować swoje dzieci, na mądrych, dobrych, pewnych siebie i empatycznych ludzi. Nie zapominajmy więc, że nie tylko jedna droga do tego prowadzi.

Kolejna rzecz, która wyprowadza mnie z równowagi to temat jedzenia moich chłopaków. Obaj należą do grupy żyjących głownie zabawą, emocjami i powietrzem. Popijają to tylko wodą. Od pierwszych dni życia nie byli fanami jedzenia. Kuby to nawet nie udało się karmić piersią, tak „lubił” te momenty. Antek z kolei z powodów medycznych, około 3 miesiąca życia przestał jeść zupełnie podczas dnia, podjadał trochę nocami w półśnie. Włosy z głowy rwałam, łzy wylewałam, mądre rady dostawałam „jak zgłodnieje zje”! Otóż nie, nie jadł dalej. Uparta szukałam pomocy, udało się zdiagnozować Antoniusza i powoli małymi kroczkami po 20 ml, ale ruszyliśmy z jedzeniem. Teraz nie mogę narzekać na Antka, je wszystko to na co ma ochotę, czasami mam wrażenie, że połowę dnia przeżuwa. Niestety przez jego figurę większość osób uważa, że biedne dziecko nie dojada, a mało kto wierzy, że je więcej od Kubiszona. Wiec te jedzeniowe pytania serio często do mnie trafiają, nie raz współrozmówcy się obrywa bo serio ile można? Chciałabym, żeby Kuba jadł więcej, a Antek „lepiej” wyglądał, ale co ja mogę na to poradzić? Równo i dokładnie – NIC! Więc dajmy sobie spokój, jak będziemy chcieli następnym razem puścić komentarz pt. „a co to taka chudzinka” lub zapytać „niejadek?”. Wiele mam ma traumę podczas karmienia swoich dzieci. Niestety nie każde nadaję się do metody BLW. Dlatego najlepiej przypomnieć sobie, że każda mama wie co robi i zamilknąć. :)

IMG_1913

IMG_2023

IMG_1932

IMG_2050

IMG_2014

 

 

 

 

 

 

 

nie śpimy

Łóżko = sen + fajna pościel + zabawki – Tak właśnie wygląda wiele zdjęć na naszym profilu instagram. Ogrom ciepłych komentarzy jakie nam wysyłacie po tych właśnie zdjęciach przekracza moje najśmielsze przypuszczenia. Bardzo Wam za to dziękuję <3.

Trochę na przekór, portal Ładnebebe zaprosił nas do udziału w projekcie #domowehistoriezmumla. I nie nie, nie opowiadaliśmy jak to się u nas sypia do rana. Mówiliśmy o zabawie, o szaleństwie, o tym że w większości domostw łóżko ma wiele zastosowań. Zerknijcie jak chłopaki szaleją tuż przed snem <3.IMG_1744 IMG_1721 IMG_1696 IMG_1562

IMG_1504IMG_1279 IMG_1443

IMG_1357IMG_1389 IMG_1383 IMG_1368 IMG_1804

Pościel – Mumla

Zerknijcie na ładnebebe, tam w przemiłej rozmowie z Kasią opowiadam jak to u nas tak naprawdę z tą zabawą i snem bywa.

pomóc wyobraźni

Czyli sposoby matki polki na rozwój wyobraźni chuliganów korzystając ze swojej własnej 😉

Chuligani chorowali, a chorzy faceci, nawet Ci mali = upierdliwi faceci do granic możliwości. Wszystko be, nic się nie podoba, żadna zabawa z tych znanych nie wchodzi w grę. Młode znudzone umysły gardzą kredkami, farbami, playdoh baaa nawet piasek kinetyczny nie cieszy. Tak więc trzeba włączyć do zabawy pierwiastek nowości, kreatywności i poczucia samodzielności. Ot tak na chłopski matczyny rozum.

Pierwszy sposób na ciszę. Pozwólcie dziecku rozwinąć szare komórki. Mój sposób… Kartka, kredki i kiedy widzę nudę na twarzy i przewracanie oczami rysuję kreskę, koło, kwadrat lub cokolwiek co wpadnie mi do głowy. Ważne żeby ten kształt był prosty i żeby nie określał  obrazka. Wtedy proszę ładnie (to bardzo istotne) żeby młodzian dokończył rysunek. No i tu zapala się iskra, wyczuwa się ekscytacje. Bo przecież zadanie jest, wyzwanie, takie co to je każdy ogarnie ale ja – Kubiszon najlepiej. I tak raz z tej samej kreski powstaje kwiat, innym razem kabriolet z przyczepą, a jeszcze innym razem to słupek bramki, na którą biegnie piłkarz. Ogranicza go tylko wielkość kartki.

Innym razem przekopuje szafy w poszukiwaniu czegoś niestandardowego. Tym razem znalazłam pióra (koszt paczki 2 zł). Zawsze w dzieciństwie miałam w głowie obrazek, w którym urządzam z bratem bitwę na poduszki, a pióra latają powoli w powietrzu. Mówię hmm, a co mi tam, wyskaczą się, wymęczą to i padną na drzemkę obaj. Było świetnie, przez kolejne dni Kuba dopominał się tej samej atrakcji.

IMG_1443

IMG_1279

IMG_1663

Ale te pióra trzeba było wykorzystać też bardziej kreatywnie. Najprościej wyciąć z kartonu kształt ptactwa i już małe paluszki za pomocą piór i odrobiny kleju tworzą domowy kurnik. Super zabawa dla około 1-3. My natomiast zrobiliśmy pióropusz, bo jak inaczej miała zadziałać chuliganowa wyobraźnia, od razu wymyślili Indian. Jak tak się z nimi bawiłam to i ja wpadłam na coś dla siebie (pisałam na wstępie, że pobudzanie wyobraźni dziecka grozi rozwojem własnej). DIY z piór i gałęzi. I fajnie, że ta ozdóbka, odważnie nazywana naszym łapaczem snów, będzie mi przypominać te wspólne „opierzone” zabawy :) .

IMG_1773

IMG_1787

Zwierzaki z rolek po papierze toaletowym zna każdy. Ale nie każdy wie, że kiedy wręczymy dwulatkowi i jego starszemu bratu rolkę papieru toaletowego to przede wszystkim mamy czas na kawę. Chwilę zajmie rozwinięcie całości, daję słowo. W międzyczasie tworzy się chodząca mumia. Kubiszon na swoim wyrwanym bratu kawałku rysuje gąsienice, a podpatrujący prace brata Antek prosi o mazak. Kiedy skończą tak malować zaczyna się zabawa w rozdzieranie, a jak! oczywiście na te małe, malusie, najmniejsze kawałeczki i serio uważam, że ta praca dwuletniej rączki jest warta tego całego bałaganu. Na koniec kto ma posłuch wśród swojej domowej młodzieży może wręczyć worki i wystartować konkurencję –  kto więcej nazbiera w określonym czasie. Kto tego posłuchu nie ma, ten sam sprząta, ale skoro i tak cięgle sprzątamy, co to dla nas, kawa ciepła była? Była! więc nie marudzimy. :)

matka polka egoistyczna

Ten jeden raz do roku mogę, ba nawet powinnam,i zdecydowanie muszę częściej. Bo kiedy jest się mamą, taką która została w domu, tą która pracuje w domowym „zaciszu” (zaciszu buahahahaha) żeby być bliżej dzieci, pamięta się o wszystkim tylko nie o sobie. Dbasz o dziecko i to zajmuje największą część Twojego budżetu. Na drugim miejscu jest dom, bo przecież skoro siedzisz w nim i masz te niekończące się godziny nic nierobienia powinnaś, ba wkręcasz sobie, że to Twój obowiązek, dbać o ład, porządek i domowe ognisko. Więc dokupujesz bibeloty, piękne pościele, nowe ręczniki i inne takie. Gdzieś tam na szarym końcu między nowymi skarpetkami dla starszego, a kredkami dla młodszego lokujesz się Ty, Matka Polka. No ja tak mam. Przypominam sobie, o własnych potrzebach dwa razy do roku. Pierwszy raz we wrześniu, kiedy rodzina dopytuje co by mi kupić na urodziny. I kolejny, bo aż drugi raz wiosną. Te wiosenne zmiany są zrozumiałe i nieco wymusza je moja garderoba, po prostu po zimie letnie rzeczy nigdy nie pasują. Spodnie typu boyfriend stają się dziwym sposobem rurkami i to takimi z niskim stanem. Koszulki mają zmniejszone rękawy i robią się niezrozumiale krótkie. Jak ktoś wie o co chodzi czekam na podpowedzi.  Kontynuując, kiedy tak przypominam „sobie o sobie” nagle zmieniam wszystko. Wywalam pół szafy, stare kosmetyki, chce mi się nowego koloru na włosach, zmian w domu. I szaleje przez chwilę obiecując sobie, że w każdym miesiącu będę robiła też coś dla siebie. Po dwóch zapominam i tak w kółko. 😉 No ale nie marudząc, a sądząc po wcześniejszych doświadczeniach czekają mnie teraz przynajmniej dwa fajne miesiące.

Poniżej znajdziecie kilka rzeczy, które z chęcią bym przytuliła.FullSizeRender 78Jeden – no nic nie poradzę, że jako prawdziwa kura domowa, czerpię radość z takich drobnostek jak pościel. W końcu w łóżku spędza się połowę życia. Na mojej liście z numerem jeden (kolejność zupełnie przypadkowa) znajduje się lniana pościel od H&M  home.

Dwa – lampa stołowa, to coś co ostatnio bardzo mnie zajmuje. Szukam idealnej na mój bufet, który niedługo ma dojechać. Ta podoba mi się najbardziej i mam nadzieję, że niebawem sobie ją sprawię. I jeszcze większą nadzieję, że domowe „szkodniki” mi jej nie zniszczą. Lampa stołowa czarna Reade na pozycji numer dwa.

Trzy – rama na zdjęcia My Frame. Dziewczyny, bez jaj, nie wykupić mi, dobra? Lada chwila zabieram się za zamówienie. Lubię takie niecodzienne rozwiązania, które przykuwają uwagę. Ta, najlepiej w dwóch egzemplarzach, doda ciepła w moim salonie (to tak odnosząc się do tego ogniska domowego :) Taka właśnie pozycja numer trzy.

Cztery – wiecie, że nie mam portfela? Powinnam mieć, prawda? Jak ma się portfel, zwłaszcza ładny to powinno się w nim trzymać pieniądze, nie? To może portfel pomoże mi budować oszczędności? hmmm.. daleko posunięta dedukcja  😉  Numer cztery na wishlist matki polki portfel od Zofii Chylak.

Pięć – buty kochamy wszystkie. Nieważne czy pożąda się tych na obcasie, czy do swojej szafy wybieramy głównie te typu adidas. Każda z nas kocha buty. A jeżeli myślisz sobie teraz „ja nie kocham” to uwierz mi, po prostu o tym jeszcze nie wiesz. Numer pięć mojej listy to nieprzyzwoicie piękne buty Anniel. One mi już trochę „z lodówki wyskakują” no ale nie zniechęca mnie to, a wręcz przeciwnie. Wkurzam się, że jeszcze ich nie mam.

Sześć – zawsze podobały mi się takie płaszcze. I nigdy sobie takiego nie kupiłam. Po trzydziestce wypada, więc ten lub inny znajdzie się w mojej szafie. Zara ma w tym sezonie spory i sensowny wybór. Szóstka i płaszcz dla trzydziestolatki Zara.

Siedem – krótko i na temat. Moje ulubione perfumy, które niedawno się skończyły. Numer siedem mojej listy j’Adore od Dior. Mam dwa ukochane zapachy, jeden na codzień i to właśnie ten oraz taki od święta, ale o tym za chwilę.

Osiem – W pewnym wieku trzeba się okładać kosmetykami to tu, to tam. Nie, że z chęci, ale z potrzeby :) Numer osiem mojej listy Meraki, marka prosto z Danii zainspirowana miłością do skandynawskiego looku i jeszcze większą miłością do natury.

Dziewięć – ukochany, sprawdzony, niezawodny i też się skończył jakiś czas temu. Mężu powinieneś wiedzieć, że dobra żona dobrego kremu do rąk potrzebuje na codzień, a nie że od święta. Więc takie prezenty poproszę bez okazji. :.) Przezorna zawsze ubezpieczona. Numer dziewięć mojej listy to krem do rąk Aesop.

FullSizeRender 79Jeden – Szal, każda porządna 30letnia powinna mieć. A że wiek zobowiązuje, to szal ten powinien być gustowny. Dla mnie ważne żeby był wygodny i przyjemny. Wybrałam więc dla siebie taki jakie noszą moje dzieci. Pozycja numer jeden z grafiki numer dwa to szal Wayda.

Dwa – W pewnym wieku pozbywasz się wszelkich roślin ze swojego domu. Po latach zaczynasz zbierać od nowa. Przyszedł czas i na mnie. Wybieram z wielką starannością, serio nie są to doniczki przypadkowe. Tym razem najbardziej uroczy patyczak jakiego widziałam. Pozycja numer dwa to Sophora Little Baby.

Trzy – Fajny wygodny but to podstawa mojej garderoby. Tym  razem wybrałam ciemne grafitowo-granatowe zamszaki. Propozycja numer trzy to klasyczne sneakersy marki New Balance.

Cztery – A że butów nigdy za wiele, to kolejna propozycja z tych bardziej gustownych. Propozycja numer cztery z grafiki numer dwa buty Anniel, które pokaże Wam jeszcze raz na grafice numer trzy :). Wszystkie trzy pary chodzą za mną okrutnie. Może pomożecie wybrać które kupić? ;*

Pięć – Długo nie zmieniałam za wiele w moim domu. Nie wiedziałam czy docelowo tu będziemy chcieli żyć. Pewnie z czasem zmienimy lokum, ale do tego czasu chce mieszkać we wnętrzach, które są „moje”, wiecie o co chodzi? Nie można przebywać 20 godzin na dobę w miejscu, które Cię drażni i męczy. Radzę zacząć od małych zmian, a każda z nich będzie ogromnie cieszyć. To tak na marginesie, a teraz kontynuując moje love. Pozycja numer pięć bufet marki Minko. Idealny do mojego salonu, już powoli w pracowni Minko nabiera kształtów.

Sześć – Moje perfumy od święta. Jeżeli szukacie zapachu, o który zapyta większość Twoich koleżanek kiedy go na Tobie poczują, warto wypróbować właśnie ten. Numer sześć to oszałamiające perfumy Coco Mademoiselle od Chanel.

Siedem – Przyjemna dzianina w szafie to jesienią podstawa. Mnie z moją figurą lubią takie swetry. Tak więc pozycja numer siedem mojej listy to lekki sweterek marki COS.

Osiem – Niewiele używam kosmetyków. Dobre mydło i świetny krem to dla mnie wszystko czego mi trzeba. Zadbana skóra nie potrzebuje wtedy tyle makijażu. Moja cera nieco się zmieniła więc potrzebny jest jej trochę inny krem. Osiem to krem AESOP dopasowany do mojej buzi. Mamy z trójmiasta teraz i my dostaniemy go stacjonarnie tu.

Dziewięć – Jakbym miała zrezygnować ze wszystkich butów jakie mi się marzą, z tych nigdy nie zrezygnuję. „Ukochane” większości małżonków. Uważane za najmniej sexy. Ale przede wszystkim najprzyjemniejsze, najcieplejsze, najwygodniejsze buty jakie miałam na nogach. Moje klasyczne emu ubiegłej zimy dokonały żywota, więc tej chciałabym spróbować konkurencyjnej marki. Pozycja numer dziewięć to buty z wełny owczej UGG.

IMG_2274_sRGBJeden – Lampa stojąca, mam nadzieję, że to nie głupi pomysł przy maluchach i psie hmmm… Kto ma doświadczenie? Nie chciałabym wydać na nią majątku, bo lampy obecnie kosztują nieprzyzwoite pieniądze. Pozycja numer jeden z grafiki numer trzy lampa podłogowa Ikea.

Dwa – Chwila dla siebie. I nie, nie mam zamiaru spędzać tej chwili w domu. Koncertu mi się chce w fajnym towarzystwie. Jesienią scena muzyczna wcale nie zasypia i jest sporo propozycji. Warto już dziś kupić jakieś bilety i wyjść z mężem lub przyjaciółmi, ewentualnie z mężem i przyjaciółmi.  Numer dwa bilety na koncert Dawida Podsiadło.

Trzy – Już dawno miałam ochotę na nowe kosmetyki. Więc do mojej listy dokładam numer trzy kosmetyki L:A BRUKET.

Cztery – Planuję w najbliższym czasie wygospodarować sobie kąt, gdzie będę mogła popracować. Bo biegając miedzy kanapą, stołem kuchennym, a sypialnią nie jest wygodnie. Na biurko jeszcze się nie zdecydowałam, ale krzesło juz wybrałam. Cztery krzesło biurowe Ikea.

Pięć – Meble muszę wymienić w połowie domu. Na taki piękny regał bez wątpienia znajdę miejsce. Pięć to wymarzone meble String Furniture.

Sześć – Tak! jestem kurą domową. Tak! gotuję. Tak! podobno nawet nieźle. Nie! nie piekę. Nie! nie to że nie potrafię. Tak! nie mam miksera :) . Serio, jakiś miałam nawet, ale wypadł z szafki (chyba chciał mi dać coś do zrozumienia) i teraz już nie mam. A chciałabym, plany wypiekowe nawet mam. Może Mikołaj też czyta mojego bloga? Sześć przekornie, mikser kMix od Kenwood.

SiedemOstatnie Anniel. To jak, które wybrać ?

Osiem – Nowe perfumowe. Nie jestem fanką nowych zapachów. Kiedy testuję niby fajnie, a po kilku godzinach na skórze juz zupełnie inna bajka. Tej nowości jestem jednak bardzo ciekawa. Numer osiem, nowy zapach od Issey Miyake Pure.

Dziewięć – Poza butami kocham jeszcze jeansy, no ok i gładkie topy. Ale jeansy noszę praktycznie codziennie. To jak druga skóra. Ostatnie dziewiąte miejsce i jeansy Zara.

Dobrze być czasami egoistką, właśnie w takim namacalnym wydaniu. Samo zrobienie tego wpisu przypomniało mi jak lubię, kiedy kupię coś tylko dla siebie.

Ps. Drogi R. zadanie masz niezwykle ułatwione, aby żona w dzień urodzin miała radochę. Bo kto to widział żeby tyle pomysłów miało się marnować. A jak masz do nich dołączone linki, to nic tylko korzystać hahaha (Peace and Love) :)